Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Tarczą… pałą i gazem! O tym, jak władza rozmawia z przedsiębiorcami, a jak przedsiębiorcy powinni z władzą

W poprzednich artykułach pisałem o programach pomocowych dla przedsiębiorców. Przedstawiłem i umotywowałem moją wizję pomocy, polegającej nie na rozdawnictwie, ale na rozsądnym i planowym wyrównywaniu strat, powstałych w imię dobra wspólnego oraz wspieraniu zatrudnienia.

Opisałem, jaką formę przybrała rządowa „Tarcza antykryzysowa” i starałem się wyjaśnić, że jest to forma nieefektywna, a wsparcie odbywa się „metodą ochłapu rzucanego w tłum” na chybił trafił. Dalszego przebiegu sytuacji w żaden sposób ani ja, ani chyba nikt z przedsiębiorców nie potrafił jednak przewidzieć.

 

Powrót do przeszłości

 

Oto do nieporadnych dotychczas działań rządu wobec przedsiębiorców dołączyły działania polityczne jednego z niszowych kandydatów na urząd prezydenta RP, przedsiębiorcy – Pawła Tanajno. Nie miejsce i pora w tej chwili na ocenę jego pobudek – z całą pewnością mieliśmy tu do czynienia z faktem, że zdarzenia były w sposób ścisły powiązane z kampanią wyborczą – jednak doprowadziły do rzeczy wcześniej niespotykanej: wyprowadzenia przedsiębiorców na ulicę.

O ile wszyscy przypominamy sobie wielkie demonstracje partii i organizacji politycznych, kobiet, związków zawodowych, o tyle „ruszenie” przedsiębiorców wydawało się w naszym kraju niemożliwe. Działania marketingowe sztabu wyborczego kandydata, połączone w zbieg kolejnych okoliczności, na czele z frustracją z powodu strat biznesowych i niezadowoleniem z rządowego programu wsparcia, spowodowały „Strajk Przedsiębiorców”.

Zdarzenie – początkowo wydawałoby się – ze względu na swą niewielką liczebność nieistotne. Pierwsza odsłona na początku maja zebrała stosunkowo nieliczną grupkę kilkuset osób, która manifestowała pod Kancelarią Premiera i dopiero w nocy jej pozostałości dosyć łatwo zostały spacyfikowane przez oddział policji. Niepokojący już wtedy był fakt, znany z czasów „dawno minionych”, że przywódcy grupy wywożeni byli nieoznakowanymi samochodami w nieznanym kierunku i przetrzymywani niezgodnie z prawem.

 

Władzy puszczają nerwy

 

Prawdziwy dramat rozegrał się tydzień później. Warto wspomnieć, że odbywający się wtedy protest przedsiębiorców był legalny! W przeddzień wydarzeń Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że choć stołeczny ratusz odmówił rejestracji zgromadzenia, to jednak go nie zakazał. Mimo tego przedsiębiorcy zostali otoczeni na Placu Zamkowym w Warszawie. Zamknięto im wszystkie drogi przemarszu, apelując jednocześnie o… rozejście się (!SIC), a podczas próby „przebicia się” przez kordon użyto środków przymusu bezpośredniego.

Władza nie wytrzymała! Przeciwko demonstrantom użyto pałek oraz, po raz pierwszy od stanu wojennego, gazu łzawiącego.

Skandalu dopełnia fakt, iż w trakcie interwencji pobity przez policję oraz aresztowany został, chroniony immunitetem, Senator Rzeczpospolitej, przedsiębiorca Jacek Bury, próbujący z legitymacją senatu w ręku interweniować w obronie bitych demonstrantów.

Zastanawiające jest, co skłoniło rządzących krajem, niezwracających uwagi – ba śmiejących się w głos z o wiele większych demonstracji w obronie wolności sądów czy konstytucji – do tak agresywnej reakcji ? Czy obawa, że przedsiębiorcy, do tej pory jedna z bardziej pasywnych grup zawodowych, stali się zarzewiem większego buntu w kraju?

 

Praca u podstaw

 

Niestety taka teoria wydaje się nieprawdopodobna. Przede wszystkim grupa zawodowa, aby posiadać realny wpływ, musi stworzyć silną i wpływową reprezentację, posiadającą rzeczywiste możliwości nacisku na władzę. Nie będzie nią z całą pewnością tworzony jedynie dla potrzeb politycznych „Strajk Przedsiębiorców” Tanajny. Nie zapowiada się, aby do głosu doszły jakiekolwiek nowe organizacje, „skrzykiwane” na forach internetowych na zasadzie podobnych, negatywnych emocji – te dobrze służą budowaniu liczebności grupy „narzekaczy”, źle jednak rokują konstruktywnym działaniom.

Nie „poprowadzą” przedsiębiorców istniejące już, „wielkie”, ogólnokrajowe organizacje: Business Centre Club, Pracodawcy RP, Konfederacja Lewiatan, czy związki branżowe.

Te w praktyce nie wykazały się w czasie pandemii realnymi działaniami. Oferowały rządowi pomoc merytoryczną przy rozwiązaniu kryzysu, jednak ta została odtrącona, co nie po raz pierwszy pokazuje, że bez instrumentów nacisku rozmowy z każdym rządem skazane są na niepowodzenie. Nie wspomnę o organizacjach, które od początku „dobrej zmiany” nastawione są na „kolaborację”: Związku Przedsiębiorców Polskich wychwalającym premierów Szydło i Morawieckiego, czy zrzeszającej takich państwowych gigantów jak ORLEN i PKO BP, postulującej na przykłąd wprowadzenie ZUS od całości dochodów z d.g. (!!!) Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jedne i drugie nastawione są głównie na załatwianie własnych interesów dużych firm kosztem pozostałych grup przedsiębiorców, gdyż problemy największych nie są zbieżne z problemami „Małych i Średnich” czy Mikroprzedsiębiorców. Z kolei ta ostatnia grupa zdaje się jednak przede wszystkim konkurować wzajemnie ze sobą, zamiast dążyć do wspólnej inicjatywy zapewniającej najmniejszym firmom bezpieczne miejsce na rynku.

 

 

Jest (w) nas siła

 

Obawiam się, że nie mająca precedensu w III Rzeczpospolitej uliczna walka przedsiębiorców nie przyniesie realnych skutków. Nie powinna także, w ramach tej grupy zawodowej, odrębnie od reszty społeczeństwa, być kontynuowana. Nie stać nas na „Strajki”, nie możemy na dłuższy okres zaprzestać prowadzenia naszej działalności, nikt nam, jak pracownikom WOG-ów, nie zapłaci wynagrodzenia za poniesione straty.

Nikt z nas nie utrzyma organizującej „zadymy” grupy zawodowych „działaczy”, o bajońskich dochodach, tak jak do tego zmuszane są duże firmy w przypadku związków zawodowych. Musimy dać sobie radę sami, ale siłą naszą nie jest ulica – tu drobna wstawka: nie piszę tego jako teoretyk: od 15. roku życia brałem udział w demonstracjach ulicznych, w liceum i na studiach organizowałem ruch oporu przeciwko ideowym poprzednikom i wielu, już wówczas czynnym w PZPR, obecnym aparatczykom „dobrej zmiany”. Zakładałem Niezależne Zrzeszenie Studentów obecnej SGH i prowadziłem strajki studenckie. Piszę jako przedsiębiorca i praktyk.

Siłą małych, średnich i mikro przedsiębiorców jest masa. Są nas 2 miliony, a niemalże trzy czwarte pracowników pracuje w naszych firmach. To realna możliwość nacisku bez konieczności „nawalanek” z nowym ZOMO czy wspierania się na naszych frustracjach. Możemy oprzeć się na wiedzy i zdolnościach przywódczych, które jako organizatorzy pracy innych z natury posiadamy.

 

Masa krytyczna

 

Uzyskanie „masy krytycznej”, która zmusi tę czy inną władzę do zauważenia naszych potrzeb, nie będzie jednak możliwe bez powołania wspólnej reprezentacji. Takiej, której siła głosu równoważyłaby interesy ogólnopolskich związków największych firm oraz była słyszalna wśród rządzących i zmuszała ich do uwzględnienia praw „najmniejszych”. Bez niej drobna przedsiębiorczość pozostanie źródłem „dojenia podatków”, miejscem „samowoli urzędników”.

Potrzebujemy reprezentacji opartej o jasno i ściśle zdefiniowane „prawa minimalne” – zespół reguł podatkowych i administracyjnych, gwarantujących zarówno swobodę, jak i prostotę prowadzenia wolnorynkowej działalności gospodarczej. Reprezentacji posiadającej wsparcie całości środowiska. Reprezentacji nieuprawiającej polityki, ale takiej, z którą politycy będą musieli się liczyć. „Związku zawodowego” Mikro, Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Znam przedsiębiorców. Od prawie 30 lat jestem ich doradcą. Nie będzie to proste, ale być może nadszedł czas, aby spróbować.

 

Autor artykułu: Robert Adam Okulski

 

Źródło zdjęć: Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw

Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw Gazeta MSP jest miesięcznikiem ekonomicznym skierowanym do właścicieli oraz osób zarządzających firmami z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Gazeta dostępna jest na rynku od 17 lat. Misją Gazety MSP jest dostarczanie przedsiębiorcom oraz osobom ...