Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Przemysł kosmetyczny – takie są fakty

Mam wrażenie, że  o ile kiedyś kryterium doboru kosmetyku było po prostu jego działanie (sprawdza się / nie sprawdza się), o tyle dzisiaj podnoszone są argumenty zupełnie innego kalibru – bezpieczeństwo produktu, etyka producenta, egzotyczne pochodzenie surowców… Teoretycznie nic w tym złego, w końcu przemysł kosmetyczny dynamicznie się rozwija, a świadomość konsumentów wzrasta. Problem w tym, że tak naprawdę nie jesteśmy bogatsi w rzetelną wiedzę, a w mity, które pozwalają jednym produktom wypromować się przed innymi.

Poniżej subiektywny przegląd nieprawd, półprawd i nieścisłości na temat kosmetyków, które nie wiedzieć czemu dość bezkrytycznie przyjmujemy. Bo jeśli nawet nie do końca wiemy, czym są parabeny, to na pewno słyszeliśmy, że parabeny to samo zło…

Fakt: Oleje roślinne wysuszają skórę

Obecnie modnie jest pielęgnować skórę i włosy olejami. Ponoć robią tak kobiety bliskiego i dalekiego wschodu, i co jak co, ale włosów możemy im tylko pozazdrościć. Olejom przypisuje się niezwykle uniwersalne właściwości, mają służyć skórze młodej i starej, suchej i tłustej, wygładzać zmarszczki, usuwać niedoskonałości… Tak fantastyczne działanie ma mieć już najzwyklejsza oliwa, którą dodajemy do sałatek.  Z chemicznego punktu widzenia, oleje roślinne to mieszanina estrów kwasów tłuszczowych. W kosmetyce stosuje się je ze względu na zawartość cennych dla skóry substancji – niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz sunstancji zawartych w tzw. frakcji niezmydlalnej. To w niej znajdują się pożądane przez przemysł kosmetyczny składniki aktywne, takie jak: sterole, przeciwutleniacze, węglowodory, terpeny, karotenoidy i tokoferole. Tokoferol, czyli witamina E, ma działanie przeciwutleniające: spowalnia aktywność wolnych rodników, hamuje procesy starzenia skóry wywołane promieniowaniem UV, stresem, paleniem papierosów czy niezdrową dietą. Sterole są składnikami cementu międzykomórkowego w warstwie rogowej naskórka. Skwalen jest naturalnym składnikiem sebum. W przypadku skóry suchej i różnych zaburzeń funkcjonowania bariery naskórkowej składniki frakcji niezmydlalnej mogą uzupełniać brakujące lipidy i poprawiać funkcje barierowe skóry. Z kolei niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, nazywane witaminą F, potrafią uzupełniać lipidy naskórka, szczególnie gdy bariera naskórkowa funkcjonuje nieprawidłowo. Tworzą hydrofobowy film, który ogranicza przeznaskórkową utratę wody z głębszych warstw skóry.

 

 

Oleje faktycznie są cenionym w kosmetyce surowcem i sprawdzają się jako składnik kremu czy balsamu, a nie jako samodzielny kosmetyk. Oleje nakładane samodzielnie na skórę wypłukują znajdujące się w niej lipidy, sprawiają, że bariera naskórkowa staje się nieszczelna, a skóra się przesusza. Dlaczego tak się dzieje? Bo tłuszcze rozpuszczają się w tłuszczach. Jeśli ubrudzimy się smarem od samochodu najszybciej usuniemy to zabrudzenie kuchennym olejem… Oleje kosmetyczne to nic innego jak tłuszcz i na naszej skórze jest warstewka tłuszczu. Woda jej nie ruszy, ale olej już owszem. Największe ryzyko wysuszenia skóry przy udziale olejów występuje wtedy, gdy dochodzi kolejny czynnik, czyli tarcie. Np. wtedy, gdy stosujemy oleje do masażu. To dlatego masażyści mają często mocno przesuszone dłonie. Problem ten nie występuje, kiedy olej jest składnikiem kosmetyku, w którym występuje on w postaci zemulgowanej, czyli w połączeniu z innymi składnikami. To na tyle zmienia strukturę jego cząsteczki, że nie ma ona już powinowactwa do lipidów skóry, zatem nie istnieje ryzyko ich wypłukiwania.

Fakt: Konserwanty są niezbędnymi składnikami większości kosmetyków

Wystarczy rzut oka na drogeryjną półkę, by odnieść wrażenie, że parabeny to wróg ludzkości numer jeden. Bo gdyby tak nie było, to producenci kosmetyków nie głosiliby z dumą na opakowaniach swoich produktów „paraben fre”e… Swoją drogą Unia Europejska walczy z tym procederem i najprawdopodobniej taka komunikacja będzie zakazana. Właśnie dlatego, że sugeruje, że z tymi parabenami coś jest nie tak. A czym w ogóle są parabeny? To konserwanty dobrze przebadane i od dawna stosowane w przemyśle kosmetycznym. W ostatnich latach cieszą się one wyjątkowo złą sławą z racji ich rzekomego działania alergizującego. I owszem, kosmetyki zawierające parabeny mogą uczulać, tak samo jak kosmetyki zawierające ekstrakty roślinne, olejki eteryczne czy substancje zapachowe. Potencjał alergizujący jest tak naprawdę we wszystkim i jest to kwestia indywidualna, co kogo uczula. Jednego paraben, drugiego rumianek, a trzeciego Chanel no.5.

Mało kto wie,  że ryzyko wystąpienia reakcji alergicznych wzrasta wraz z częstotliwością stosowania danej substancji. Skoro parabeny stosowane były w ponad 80 proc. produktów kosmetycznych, nic dziwnego, że część osób zgłaszało objawy alergii. Reakcje alergiczne są bardzo indywidualne i nie da się ich przewidzieć. Czasami ludzie są uczuleni na zupełnie „normalne” lub naturalne substancje zawarte w kosmetykach, tak jak część z nas jest uczulona na laktozę czy orzechy, które innym służą. Innymi słowy nie ma kosmetyków w 100 proc. bezpiecznych dla 100 proc. populacji.

 

 

Kiedy zaczęto masowo wycofywać parabeny z kosmetyków, konieczne było zastąpienia ich innymi substancjami konserwującymi. I co się okazało? Nagle zaczęła wzrastać liczba zgłaszanych reakcji niepożądanych wobec innych grup konserwantów, a spadać w odniesieniu do parabenów. Po prostu, im mniej parabenów w obiegu, tym mniej zdają się uczulać. Przy czym kluczowe jest słowo „zdają się”, bo to nie wina parabenów, a kwestia indywidualnych predyspozycji.

To oczywiście nasuwa pytanie, po co w ogóle są w kosmetykach konserwanty, czy nie można by ich zupełnie wyeliminować? Konserwanty gwarantują czystość mikrobiologiczną. Każdy kosmetyk, w którym znajduje się woda (czyli zdecydowana większość) niezabezpieczony konserwantem, staje się doskonałym środowiskiem do rozwoju drobnoustrojów. Nawet na naszej skórze bytują patogeny, które po przedostaniu się do kosmetyku bardzo szybko będą się namnażać, czyniąc z niego produkt zagrażający naszemu zdrowiu, a nawet życiu.

Ale chwileczkę, są przecież kosmetyki bez konserwantów. Owszem. Jeśli faktycznie nie mają one w składzie żadnej substancji zabezpieczającej przed rozwojem drobnoustrojów, to mają bardzo krótki okres przydatności do użycia, powinny być przechowywane w lodówce i nakładane przy pomocy specjalnej szpatułki. Najczęściej kosmetyki opisywane jako bez konserwantów są jednak zabezpieczone, ale nie przy pomocy substancji, które są na oficjalnej liście konserwantów. Brzmi skomplikowanie, ale przecież to człowiek ustala, co jest czym w kosmetyku, pewne kwestie są więc umowne. Działanie mikrobójcze można uzyskać poprzez wykorzystanie w recepturach np. olejków eterycznych.  Główną funkcją tej grupy surowców jest nadawanie wyrobom odpowiedniego zapachu. Stosowane w określonych stężeniach nie tylko aromatyzują produkty, ale także – dzięki własnościom przeciwdrodnoustrojowym i antyoksydacyjnym – stabilizują je. Niestety bardzo często stanowią źródło tzw. alergenów zapachowych, których praktycznie nie jesteśmy w stanie wyeliminować. Dlatego kosmetyki bez konserwantów, gdzie rolę konserwującą pełnią olejki eteryczne mogą uczulać jeszcze bardziej, niż te z parabenami.

Warto też wiedzieć, że parabeny to konserwanty, które naturalnie znajdują się w owocach. Zjadając gruszkę, truskawki czy borówki pochłaniamy jednorazowo więcej konserwantów niż podczas kilku miesięcy mycia głowy szamponem zwierającym parabeny.

Fakt: Nikt już nie testuje kosmetyków na zwierzętach

Gotowe produkty kosmetyczne nie są testowane na zwierzętach od 2004 roku. Duże firmy wycofały się z tego już w latach 80. XX wieku. Od 2013 roku w Unii Europejskiej zakazane jest także stosowanie składników, które były testowane na zwierzętach na potrzeby zastosowania w kosmetyku. Tak więc krążące w internecie listy firm, które testują na zwierzętach, nie mają żadnego odniesienia do faktów. Złamanie unijnych przepisów w tej kwestii najzwyczajniej w świecie się firmom nie opłaca.

Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że praktycznie nie istnieją substancje, a więc także składniki kosmetyków, które nigdy w historii nie były testowane na zwierzętach. Każda substancja, która od dawna jest na rynku, była badana z wykorzystaniem zwierząt. I jeśli była tak testowana przez 50 lat, zawsze z pozytywnym skutkiem, to jest uznawana za bezpieczną i dzisiaj nie ma już potrzeby badać jej za każdym razem, kiedy ma pojawić się w składzie jakiegoś kosmetyku.

Trzeba też wiedzieć, że większość substancji stosowana jest w różnych produktach, nie tylko kosmetykach. Prawo wymaga, aby substancje stosowane np. w lekach, żywności, detergentach, środkach biobójczych w Unii Europejskiej były badane na zwierzętach. Dlatego w kosmetykach mogą się znaleźć substancje testowane na zwierzętach na potrzeby farmacji. Natomiast jeżeli substancja stosowana jest wyłącznie w kosmetykach, stosuje się wyłącznie metody alternatywne. Jeśli bezpieczeństwa niektórych substancji nie da się potwierdzić bez badań na zwierzętach, wówczas nie mogą być zastosowane w kosmetykach.

Cdn.

 

Źródło zdjęć: pexels.com

Dziennikarz, redaktor, aktywistka na rzecz osób chorujących na cukrzycę. Zaczęło się od cukrzycy, o której piszę od lat, próbując przekonać tych, którzy muszą z nią żyć (cukrzyca typu 1), że nie jest to koniec świata, a tych, którzy pracują na nią siedzącym trybem życia i niezdrową dietą ...