Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Proxima – przedpremierowo w kinie Atlantic

Proxima – przedpremierowo w kinie Atlantic, 11 i 22 stycznia, godz. 18:00

OPIS
„Eva Green w kobiecym wydaniu Pierwszego człowieka„.

Sara (Eva Green) jest astronautką. Jako jedyna kobieta bierze udział w wyczerpującym szkoleniu Europejskiej Agencji Kosmicznej. Każdego dnia pod kontrolą maszyn i specjalistów, poddana ekstremalnym warunkom, jakie panują na statku kosmicznym, ćwiczy wytrzymałość swojego organizmu. Jej codzienność to nie tylko mordercze treningi, ale również ciągłe udowadnianie męskiej części załogi, że zasługuje na miejsce w zespole. W domu zrzuca skafander i jest mamą 7-letniej Stelli.

Kiedy zostaje wybrana na członka załogi misji „Proxima”, jej dotychczasowe życie zaczyna się komplikować. Jako astronautka jest gotowa, by spełnić swoje marzenia i polecieć w kosmos, jako mama boi się rozłąki z córką. Każda decyzja jest dobra i zła jednocześnie. Wyprawa w kosmos czasami okazuje się mniejszym wyzwaniem niż zwykłe życie na Ziemi.

Film w reżyserii Alice Winocour, scenarzystki Mustanga – nominowanego do Oscara w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny.

 

WYWIAD Z ALICE WINOCOUR – REŻYSERKĄ

 

Skąd wziął się pomysł na Proximę, projekt wyjątkowo osobliwy i ambitny jak na kino francuskie?

Od dzieciństwa fascynował mnie kosmos. Bardzo dużo czytałam na ten temat i interesowało mnie całe to środowisko. Zaczęłam się spotykać z trenerami, którzy szkolą astronautów i odwiedzałam centra szkoleniowe. Uświadomiłam sobie, ile pracy i jak wiele lat zajmuje przygotowanie do oderwania się od Ziemi. Rzadko widuje się to w filmach. We wszystkich moich filmach skupiam się na całym konkretnym uniwersum. Zdałam sobie sprawę, że pociągało mnie zawsze coś bardzo intymnego. Żeby dotrzeć do osobistych uczuć, musiałam sięgać do odległych światów. Tutaj czymś moim prywatnym jest relacja matki z córką, ponieważ sama mam ośmioletnią córkę. Chciałam zbadać proces rozstawania się matki z córką, który ma swoje odbicie w odrywaniu się astronauty od Ziemi.

 

Czy oglądałaś ponownie filmy o kosmosie, żeby zrobić coś inaczej?

Kiedy wgryzam się w jakiś temat, zazwyczaj staram się obejrzeć wszystkie filmy, jakie kiedykolwiek o tym zrobiono. Jeśli chodzi o kosmos, amerykańskie produkcje zdecydowanie przeważają, a moim celem było stworzenie europejskiego filmu o kosmosie. To tłumaczy naszą współpracę z Europejską Agencją Kosmiczną, która pomogła nam stworzyć dokumentalną bazę. W Hollywoodzkich filmach astronauci są niemal nadludźmi. Moje poszukiwania w EAK pokazały, że nie ma chyba nikogo bardziej ludzkiego i delikatnego niż astronauta. Wyprawa w przestrzeń kosmiczną oznacza spotkanie z ludzką słabością i uświadomienie sobie, jak bardzo jesteśmy związani z Ziemią. W tym sensie znacznie ważniejszy był dla mnie Tarkowski niż Hollywood.

 

Rzeczywiście, Proxima jest bardziej ziemska niż kosmiczna. Na przykład pokazuje bardzo fizyczne obciążenia, z jakimi zmagają się ciała astronautów.

W sercu moich filmów zawsze znajduje się nasza relacja z ciałem. Chciałam pokazać relacje matki z córką w ich fizycznym wymiarze. Na przykład, kiedy pływają w hotelowym basenie, jak w wodach płodowych. Chciałam też podkreślić, że ludzkie ciało nie jest przygotowane do życia poza Ziemią. W przestrzeni kosmicznej rośnie o 10-15 centymetrów. Nasze drogi oddechowe nie są przygotowane do życia tam. Intensywne sesje treningowe były punktem łączącym aspekt dokumentalny z moją kinową obsesją – ciała, jako świnki doświadczalnej, podpiętej do maszyn i wirówek. W grę wchodzi tu rodzaj mutacji ciała, jak u Cronenberga. Sarah (Eva Green) musi oderwać się od Ziemi, od jej „normalnego” ziemskiego ciała. Staje się „osobą z kosmosu”, gdy dezynfekuje ciało jodyną, albo kiedy wykonują odlew jej ciała, żeby dopasować fotel w rakiecie. Mamy poczucie, że staje się istotą kosmiczną.

 

Proxima to odległa galaktyka, a to, co jest nam bliskie, to na przykład córka Sary. Film zdaje się grać na kontrastach między tym, co dalekie i co bliskie. Tym, co intymne i co kosmiczne. To sprzeczności, które są dla siebie wzajemnie lustrem.

Tak. Proxima to w rzeczywistości galaktyka leżąca najbliżej naszej. W scenariuszu i na ekranie chciałam skontrastować coś nieskończenie małego z czymś nieskończenie wielkim, żeby wprowadzić kosmos do codziennego życia. Sarah jest superbohaterką i matką w jednym ciele. Kino rzadko pokazuje te dwa stany w jednej osobie, jakby bycie bohaterką i matką nie mogło się łączyć. Kobiece superbohaterki są zawsze oderwane od aspektu macierzyńskiego czy kobiecej codzienności. To feministyczna perspektywa mojego filmu – pokazuję, że kobieta może być jednocześnie matką i doskonałą profesjonalistką. Pewna kobieta z NASA powiedziała mi, że najlepszym ćwiczeniem do roli astronauty jest bycie matką, ponieważ matka zawsze musi być wielozadaniowa. Trenerka w EAK powiedziała mi, że mężczyźni astronauci mówią o swoich dzieciach z wielką dumą, podczas gdy kobiety zdają się ukrywać fakt, że są matkami, jakby miały przez to stracić wiarygodność. Panuje powszechne przekonanie, że za dziecko odpowiada głównie matka.

 

Film wprost przedstawia maczyzm w branży lotów kosmicznych.

Te sceny mogą wydawać się prawie karykaturalne, ale i tak nie dorównują doświadczeniom, o jakich opowiadały mi kobiety astronautki. To męskie środowisko. Stworzone przez mężczyzn dla mężczyzn. Na przykład skafandry kosmiczne są obciążone na ramionach, bo mężczyźni mają silne ramiona, podczas gdy kobiety mają mocniejsze biodra. Kobiety muszą pracować dwa razy ciężej, żeby zasłużyć na wstęp do tego męskiego świata, a jednocześnie nie mogą być w nim zbyt widoczne. Film jest hołdem dla kobiet, które muszą sobie z tym wszystkim radzić. W branży lotów kosmicznych ta nierówność jest nasilona. W filmach bohaterki są na ogół eteryczne. No, może poza Erin Brockovich.

 

W napisach końcowych znajdują się nazwiska wielu astronautek, o których widzowie zapewne nigdy nie słyszeli.
Dostałam wiele poruszających wiadomości od kobiet pracujących w NASA, w których piszą jak jest dla nich ważne, że film w końcu pokazuje, że można być jednocześnie dobrą astronautką i dobrą matką. Kiedy zaczynałam pracę nad tym projektem, ludzie mówili, że nie ma kobiet astronautek. Albo, jeśli są, to muszą być lesbijkami. Mieliśmy długą drogę do pokonania. Proxima to opowieść o wyzwoleniu i pojednaniu. Sarah pokonuje swoją drogę mimo osobistych trudności – jako kobieta i jako matka. Przezwycięża swoje poczucie winy. Jej córeczka również wybiera się w swoją podróż – wyzwala się z macierzyńskiego kokonu.

 

Aspekt dokumentalny Proximy jest imponujący. Jak udało wam się uzyskać zgody Europejskiej Agencji Kosmicznej na zdjęcia i pracę z naukowcami i astronautami?

Zaczęliśmy współpracę z EAK na wczesnym etapie, kiedy jeszcze pisałam scenariusz. Wskoczyłam w pociąg do Kolonii i zatrzymałam się w tamtejszym ośrodku. Francuski astronauta, Thomas Pesquet, przygotowywał się do swojego pierwszego lotu. Poznałam też Claudie Haignere, pierwszą francuską astronautkę. Żartowaliśmy, że Thomas i Claudie byli rodzicami chrzestnymi filmu. Spotykaliśmy się regularnie, kiedy pisałam. Odnaleźliśmy wyraźną paralelę między światami kina i lotów kosmicznych. W obu przypadkach przygotowania trwają bardzo długo, cel jest odległy, a widzowie dostrzegają tylko czubek góry lodowej. Podobnie jak przy lotach kosmicznych, przy filmie pracuje cała ekipa utalentowanych ludzi. Kręciliśmy w prawdziwych ośrodkach – takich jak ten Agencji Kosmicznej w Kolonii, a potem w Gwiezdnym Miasteczku koło Moskwy. To bardzo chronione obiekty, o niemal wojskowych zabezpieczeniach. Trzeba dużo wcześniej zdobyć wszelkie przepustki. Wszędzie są punkty kontroli. Nasza ekipa musiała zdobyć takie same akredytacje, jak pracujący tam naukowcy. W Gwiezdnym Miasteczku filmowaliśmy w profilaktorium, w miejscu, gdzie trenowali autentyczni astronauci. Podczas treningów dzielili się z nami szczegółami ze swojego codziennego życia. Przypominali mi greckich bogów z ich nadludzkimi mocami, a jednocześnie mieli bardzo ludzkie słabości, z którymi każdy może się identyfikować. Pracowaliśmy też z kobietami i mężczyznami trenerami. Chciałam, żeby każda linijka dialogu była trafiona. Wszystko, co zobaczycie w filmie oparte jest na prawdziwych procedurach Agencji, prowadzących do poprawy odporności ludzkiego ciała na dalekie loty kosmiczne. Nie ma tu modeli czy rekonstrukcji. Wszystkie lokacje są autentyczne.

Gwiezdne Miasteczko i Bajkonurwydają się nieco przestarzałe, z ich staroświeckimi dekoracjami i wypłowiałymi dywanami.
A jednak system Sojuz jest najbardziej niezwodnym sposobem wysłania astronauty w kosmos. Przyjeżdżają tam Amerykanie, Japończycy i Europejczycy, bo tam jest najbardziej zaawansowana technologia. W każdym locie kosmicznym bierze udział jeden Rosjanin, jeden Europejczyk i jeden Amerykanin.

 

Proxima podkreśla, że międzynarodowa współpraca sprawdza się lepiej w badaniu przestrzeni kosmicznej niż geopolityczne zamknięcie.

To był jeden z emocjonujących aspektów naszych zdjęć. Międzynarodowość doskonale widać było w składzie naszej ekipy, gdzie spotykali się Francuzi, Rosjanie, Amerykanie, Niemcy i Kazachowie. Połączenie różnych narodowości sprawiało, że czuliśmy się zjednoczeni w naszym człowieczeństwie.

 

Scena startu, kiedy rakieta odrywa się od ziemi, jest zachwycająca. Widownia fizycznie czuje, jakby odlatywała. To niesamowite zdjęcia, w takim zbliżeniu.

Chciałam, żeby ten film był przepełniony fizycznością. Ciężko pracowaliśmy też nad dźwiękiem, żeby widz mógł poczuć wszystkimi zmysłami to doświadczenie. Badania kosmiczne uświadamiają nam, jak jesteśmy krusi. Jak bardzo jesteśmy związani z Ziemią. Thomas Pesquet powiedział mi, że oglądając scenę startu w filmie przeżywał silniejsze emocje, niż wtedy, gdy naprawdę startował.

 

Dokumentalna i naukowa strona związana jest z lokacjami, maszynami i skafandrami kosmicznymi, za to osobisty, intymny aspekt tej historii podkreślają kreację aktorskie, szczególnie Evy Green. Jak wybrałaś ją do roli Sary?

Nie chciałam żadnej matki boleściwej. Eva ma w sobie waleczność, która mi się spodobała. Scenariusz był ułożony na wzór odrzucania kolejnych członów rakiety – obserwujemy oddzielanie się od Ziemi, ale także rozłąkę matki i córki. Prawdziwy protokół startu uwzględnia potwierdzenie „odłączenia pępowiny”. Ta metafora nie jest tylko wytworem mojej wyobraźni. Waleczność Evy to cecha matki, tylko nie takiej matki, jaką na ogół przedstawia się w filmach. Evę otacza aura niesamowitości, więc nie zaskakuje nas, że trafia do filmów Tima Burtona. Lubię takich ludzi, którzy nie wpasowują się w schemat. Widzę w nich siebie. Eva jest przy tym również nieco „kosmitką”. Wszyscy astronauci, których poznałam, mają w sobie ten rodzaj dziwactwa – są ludźmi kosmosu zanim jeszcze zaczną treningi. Nie są tacy, jak wszyscy. Są już jedną nogą tam. Podobało mi się, że mogę pojechać z Evą tam, gdzie nigdy nie była. Jest przyzwyczajona do gotyckiej otoczki, ale tutaj całkiem się jej pozbyłam. Sposób w jaki się porusza czyni z niej bardzo wiarygodną astronautkę. Eva to machina bitewna, co bardzo pasowało do charakteru jej postaci. Rolą Sary i Evy w tym filmie jest otwarcie na emocje. Podobnie, jak reżyser żyje dla filmu, astronauta żyje tylko swoją misją, nawet jeśli wymaga to rozłąki z rodziną. Eva/Sarah pokazuje tę kruchą równowagę między misją i emocjami. To pozycja niestabilna do tego stopnia, że w pewnym momencie uczucia zagrażają misji. Robiliśmy bardzo dużo prób z Evą i małą Zelie Boulant-Lemesle.

 

Jej występ jest zachwycający. Jest jednocześnie dziecięca i ma dorosłą świadomość tego, co jest stawką. Jak ją znalazłaś?

Po długim castingu. Przesłuchaliśmy prawie trzysta dziewczynek. Potrzebowaliśmy takiej, która umie grać, będzie w stanie stworzyć chemię z Evą i która będzie mogła z nami podróżować do Rosji i Kazachstanu. Przemówiło do mnie też to, że w Zelie również ma w sobie tę odrobinę dziwactwa, która sprawia, że nie pasuje do schematów. Przypominała mi chłopca z I raz, i dwa Edwarda Yanga. Podobnie jak on, chciałam pokazać człowieczeństwo przez drobne szczegóły codziennego życia. Taką właśnie kinową grę podjęłam w tym filmie – pokazania człowieczeństwa za pomocą angażowania się w codzienność zamiast używania efektów.

 

Kolejnym miłym zaskoczeniem jest obecność Matta Dillona grającego nie do końca sympatyczną postać.

Na tym polega złożoność jego postaci. Nie chciałam tworzyć typowej dychotomii pomiędzy bohaterem i złoczyńcą. Podobnie jak Eva, Matt ma w oczach dziwny błysk. Właściwie to jest w jego zachowaniu. Jest w nim ta tajemnicza głębia. Od razu wiedziałam, że będzie umiał zagrać wielkiego macho, chociaż tak naprawdę taki nie jest. To kolejne realia astronautów – żeby osiągnąć szczyty możliwości fizycznych i umysłowych, trzeba mieć ogromną pewność siebie, graniczącą niemal z arogancją. Wiedziałam, że dzięki Mattowi ta postać da się lubić, pomimo wad. Relacja między postaciami jego i Evy jest pełna ambiwalencji, ale też gorącej przyjaźni. Potrzebowałam aktora mającego umiejętność uwodzenia. Pracowałam z Vincentem Lindonem i Matthiasem Schoenaertsem i zdałam sobie sprawę, że w męskich aktorach lubię ten pierwiastek brutalności.

 

Lars Eidinger prezentuje tu delikatniejszy, bardziej otwarty typ męskości. Mniej kowbojski.

Jego bohater jest uwięziony w rywalizacji między astrofizykami i astronautami, między tymi, którzy zostają na Ziemi i tymi, którzy odlatują rakietą. To dwa różne światy, jak aktorzy i ekipa w filmie. Astronauci są bardziej na świeczniku, lepiej znani publiczności, podczas gdy naukowcy pozostają za kulisami. Kiedy zadzwoniłam do Sylvestre Maurice’a, astrofizyka, z którym tworzyłam rolę Larsa, powiedział mi: „Możesz zadzwonić później? Dziś jestem na Marsie”. Ci ludzie funkcjonują tam. Fascynujące jest przebywanie wśród nich. Do postaci Larsa – ze względu na to, że ośrodek Agencji był w Kolonii – potrzebowałam niemieckiego aktora. Widywałam go i podobał mi się w sztukach reżyserowanych przez Thomasa Ostermeiera. Znał się też z Evą z pracy u Tima Burtona.

 

Sandra Hüller znana jest z ról komediowych, ale tu pokazujesz ją w znacznie poważniejszym świetle.

Uwielbiam Sandrę, jako aktorkę. To imponujące, jak potrafi pokazać najróżniejsze emocje. Podobnie jak Lars, pochodzi z niemieckiego środowiska teatralnego. Eva jest raczej aktorką filmową, a Aleksiej Fatiejew ma korzenie w teatrze rosyjskim. W tym filmie spotyka się kilka różnych tradycji aktorskich. Sandra gra Wendy, która jest rodzajem matki chrzestnej. Podobnie jak postać Matta, chce być kochana, ale musi kryć się za fasadą chłodu ze względu na pracę.

 

A rosyjski aktor, Aleksiej Fatiejew?

Wybrałam go, kiedy zorganizowaliśmy przesłuchania w Moskwie. Grał policjanta w Niemiłości Andrieja Zwiagincewa. Jest w nim jakaś delikatność. W jednej ze scen czyta wiersz Mandelsztama. I taki właśnie był na planie – recytował wiersze, śpiewał. Był takim czynnikiem kojącym z bardzo rosyjską duszą.

 

Pracowałaś ze swoim stałym operatorem, Georgesem Lechaptoisem. Czy ważna jest dla ciebie praca z ekipą, którą już znasz?

Lubię pracować z tymi samymi ludźmi. Jesteśmy jak rodzina. Często w mojej głowie układa się wiele obrazów – w tym przypadku od I raz, i dwa do Tarkowskiego. Przygotowania z Georgesem pomagają mi przetrawić te wszystkie odniesienia. Potem pracujemy dość swobodnie na planie. Przy Proximie musieliśmy się trzymać bardzo określonych ram czasowych, bo słońce wschodziło w Rosji wcześnie rano i szybko zachodziło.

 

Stworzyliście z Lechaptoisem kilka pamiętnych ujęć, takich jak scena z odwróconym startem, poruszonym Larsem Eidingerem i zszokowaną twarzą Zelie Boulant-Lemesle. Te dwie miny pokazywały odczucia widowni.

Nie nakręciliśmy tej sceny na Bajkonurze, bo nie mieliśmy tam tylu statystów. Kręciliśmy ją na lotnisku niedaleko Moskwy, gdzie ogromny podnośnik unosił w górę lampy stopniowo oświetlające twarze obserwatorów. Potem wraca ciemność, jak przy prawdziwym starcie. Start rakiety budzi intensywne, sprzeczne emocje – zachwyt, łzy, myśli o ludzkiej kondycji. Przypomina judeo-chrześcijańską koncepcję odchodzenia do nieba, łącząc symboliczną śmierć z prawdziwym ryzykiem śmierci. Nie zmyśliłam listu, jaki astronauci zostawiają swoim bliskim. To również należy do procedur. Należy uporządkować swoje życie zanim się odleci.

 

Ostatnie ujęcie, to z końmi, jest bardzo piękne. Skąd wziął się ten pomysł? Jaki był w tym zamysł?

Widziałam dzikie konie podczas pierwszej podróży na Bajkonur. Zafascynowały mnie, dlatego napisałam tę scenę. Podczas kręcenia nie było już tak łatwo. Mieliśmy spotkać się z kazachskimi hodowcami koni, którzy mieli akredytację wstępu na Bajkonur, ale się rozchorowali, dlatego musieliśmy poszukać innych hodowców poza kosmodromem. Czekanie z kamerami w autobusie, aż zjawią się dzikie konie, wydawało się absurdalne. Aż nagle zobaczyliśmy je z dala i włączyliśmy kamerę. Konie symbolizują wyobraźnię małej dziewczynki. To, że ona pozostanie na Ziemi, gdy jej mama poleci do gwiazd. Konie są Ziemią. Są też symbolem dzikości, nonkonformizmu, który czasem jest dla dzieci dziwny. Wreszcie dla tej małej dziewczynki konie są symbolem oderwania się od matki. Podobnie jak jej rodzicielka, musiała przejść długą drogę, by zaakceptować fakt rozstania z matką. Misja jej matki była dla niej częścią codzienności. Cieszy się, że start odbył się gładko. To rodzaj pocieszenia na końcu tej podróży.

 

REALIZATORZY
Reżyseria: Alice Winocour
Scenariusz: Alice Winocour we współpracy z Jean-Stéphane Bron
Zdjęcia: George Lechaptois
Producent: Isabelle Madelaine, Émilie Tisné

 

OBSADA
Sarah Loreau – Eva Green, Stella – Zélie Boulant-Lemesle, Mike Shanon – Matt Dillon, Anton Ochievski – Aleksei Fateev, Thoma – Lars Eidinger, Wendy – Sandra Hüller

 

O FILMIE
Kraj produkcji: Francja / Niemcy 2019
W kinach od 24 stycznia 2020 roku
Gatunek: dramat, akcja
Czas: 107 min.

Dystrybucja w Polsce: Best Film CO

 

NAGRODY
MFF Toronto – wyróżnienie sekcji Platform
MFF San Sebastian – Nagroda Specjalna Jury
Grand Prix Cinéma ELLE 2019 – najlepsza rola kobieca – Eva Green

 

Źródło zdjęć: materiały prasowe Kina Atlantic

 

Kino Atlantic – przedpremierowe kino w samym sercu stolicy Kino Atlantic, którego początki sięgają czasów przedwojennych, od początku swojego istnienia miało opinię najbardziej wielkomiejskiego kina stolicy, w czym pomagało mu położenie w samym sercu miasta. Kino Atlantic oferuje swoim ...