Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

O byciu pisarzem, fascynacji filmem i nowych projektach opowiada Krzysztof T. Dąbrowski

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Dlaczego zaczął Pan pisać książki?

Krzysztof T. Dąbrowski: Wielu rzeczy w życiu próbowałem i mniej lub bardziej się męczyłem, gdyż nie były to moje ścieżki: śpiewałem w zespole rockowym, jako tako grałem na gitarze – koszmarnie, próbowałem zostać reżyserem filmowym, operatorem kamery, fotografem. Szczęśliwie, po latach poszukiwań odkryłem pisanie i od razu pojawiła się ta wewnętrzna radość. Od tego czasu wszystko zaczęło mi iść jak z płatka. Myślę, że każdy jest urodzony po to, by się w czymś realizować i odnajdywać w tym szczęście, tylko większości ludzi nie chce się wysilić na tyle, by znaleźć swoje przeznaczenie.
Być może jest tak dlatego, że jesteśmy bardziej emocjonalni, niż chcemy to przed sobą przyznać i najczęściej w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy pokiereszowani przez życie. Dlatego kierując się impulsami i emocjami, zamiast logiką, często dokonujemy złych wyborów, które nas potem na różne sposoby obciążają. Skutkiem tego, sami nie zauważamy, kiedy rezygnujemy z marzeń na rzecz codziennej szarpanki z życiem, oczywiście wciąż marząc o lepszym jutrze. Zbyt mało ludzi marzy konkretnie – ma szczegółową wizję tego, czego pragnie. A już naprawdę rzadko zdarza się, by ktoś pielęgnował w sobie te marzenia.

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Próbował Pan różnych gatunków literackich. Jaki jest Pana ulubiony gatunek literacki?

Krzysztof T. Dąbrowski: To się zmienia. Aktualnie jest to fantastyka. Wcześniej miałem romans ze specyficznym gatunkiem, jakim jest bizarro fiction – można by rzec, że to trochę tak, jakby połączyć ze sobą klimaty rodem z Monty Pythona i horror. Jeszcze wcześniej były drabble – to miniatury liczące po sto słów. Czasami naprawdę trzeba się nagimnastykować, aby zmieścić w tak małej formie zaskakującą, intrygującą historię. Z drugiej strony pisarz może tu sobie czasem literacko pogrzeszyć i pozwolić sobie na to, co w powieści czy opowiadaniu najczęściej by nie przeszło – mam tu na myśli eksperymenty literackie, gry słowne i wszelkiego rodzaju dziwactwa. Na samym zaś początku był horror, do którego do dziś czuję sentyment, a z drugiej strony trochę mi się znudził. Ciągnie mnie też do kryminału i głównego nurtu – wychodzi na to, że mam naturę literackiego kameleona, któremu co chwilę zmienia się ten ulubiony literacki gatunek. Osobiście uważam, że to dobrze, bo najgorszym, co można sobie zrobić będąc twórcą, to zamknąć się w gatunkowej klatce.

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Pisze Pan scenariusze filmowe. Proszę powiedzieć, skąd zainteresowanie filmem i czy ma związek z Pana wykształceniem?

Krzysztof T. Dąbrowski: Film był na długo przed pisaniem. Dawno temu ukończyłem reżyserię, ale koniec końców uznałem, że to jeszcze nie to i postanowiłem szukać dalej. Źródłem tej fascynacji filmem, w odróżnieniu od innych, były jak mi się dziś wydaje opowieści mojego ojca, który przez wiele lat był drugim reżyserem na planie wielu produkcji. Sam też od czasu do czasu pojawiałem się na nich jako mały brzdąc, choć to akurat zatarło mi się w pamięci. Te wszystkie przygody filmowców tak mnie zaintrygowały, że coś mnie zaczęło do tej profesji przyciągać. Do tego doszła jeszcze moja skłonność do oglądania filmu za filmem. W rzeczywistości jednak jest to droga wymuszająca na twórcy wiele kompromisów. Wszystko zależy też od wielu czynników, jak finanse, pogoda czy ludzie, którzy czasami bywają bardzo problematyczni. A ja lubię mieć spokój i skupienie, dlatego dość szybko uznałem, że trzeba szukać dalej. Z czasem, gdy już byłem po debiucie pisarskim, postanowiłem poszerzyć moją edukację o scenopisarstwo.

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Skoro jesteśmy przy filmie, jaki jest Pana ulubiony gatunek filmowy?

Krzysztof T. Dąbrowski: Nie mam takiego. W każdym gatunku trafiają się filmy porywające, magiczne wręcz, które się wspomina latami, jak i koszmarki, o których chce się jak najszybciej zapomnieć. Kieruję się bardziej tym, kto dany film wyreżyserował, a często jest to gwarancją tego, że dany film będzie niezapomnianą przygodą.

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Ulubiony film i książka, które wywarły na Panu największe wrażenie?

Krzysztof T. Dąbrowski: Trudny wybór. Ulubionych filmów i książek mam wiele. Nie ma miesiąca, abym się czymś nowym nie zachwycił. Na pewno było dla mnie kilka książek przełomowych. To Stephena Kinga – ta książka sprawiła, że czując magię doskonałej prozy, sam zacząłem myśleć o tym, że może warto by było spróbować z pisaniem. Ubik Philipa K. Dicka sprawił, że zafascynowałem się fantastyką. Manitou Mastertona i trylogia Tolkiena sprawiły, że jako dziecko stałem się molem książkowym. Jest jeszcze Gdy oślica ujrzała anioła, chyba najbardziej mroczna i depresyjna proza, jaką mi było dane przeczytać. Ulubione filmy to większość tego, co nakręcili Tarantino i Polański, Underground Kusturicy. Z ostatnich tytułów na pewno Zimna wojna Pawlikowskiego, Boże ciało Komasy i głośne Parasite. Zaś wszystkim, którzy pogubili się w życiu i stracili wiarę w siebie, chciałbym polecić film Najlepszy, który pokazuje autentyczną historię tego, jak z kompletnego dna, jakim jest narkomania, można dojść na szczyt stając się wybitnym sportowcem – to świetny film na te trudne czasy, kiedy żyjemy w tak zawrotnym pędzie, że tracimy z oczu to, o co tak naprawdę w życiu chodzi. Jeśli komuś brakuje motywacji, uważa, że ma w życiu za bardzo pod górkę, by do czegoś dojść, a chciałby to zmienić, ten film na pewno naładuje go pozytywną energią i wiarą w to, że jeśli się człowiek uprze i wie, co chce osiągnąć, to można góry przenosić.

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: W jakich krajach udało się Panu opublikować swoje opowiadania i książki?

Krzysztof T. Dąbrowski: Jeśli chodzi o opowiadania, to do tej pory: Polska, Słowacja, USA, Anglia, Czechy, Rosja, Brazylia, Hiszpania, Argentyna, Niemcy, Włochy, Izrael, Węgry i Meksyk. A co do książek to: Polska, USA i Hiszpania, a w tym roku dojdą jeszcze Niemcy.

A jak to się stało, że moje opowiadania zaczęły się ukazywać za granicą? Zaczęło się od chęci eksperymentu. Zamierzałem sprawdzić czy rzeczy uważane za niemożliwe, są jednak możliwe. Jako niepoprawny optymista chciałem udowodnić niedowiarkom, że jak się spróbuje i trochę ruszy głową, to jednak da się wiele zdziałać. Kiedyś, nie mając pieniędzy, wymyśliłem sobie, że jedynym sposobem na zdobycie tłumaczeń jest współpraca na zasadzie wzajemnej korzyści. U mnie była to satysfakcja z kolejnych publikacji za granicą, a tłumaczki i tłumacze mogli sobie wpisać do CV osiągnięcia w postaci publikacji w zagranicznej prasie. Inna sprawa, że nie było to łatwe, bo trzeba było znaleźć kogoś, kto jest solidny i ukierunkowany na taką akurat ścieżkę zawodową, a na dodatek na takim etapie, że jest mu to akurat przydatne. Ale jeśli się czegoś bardzo pragnie, to się to w końcu uda.

Idąc dalej tym tropem i wierząc w możliwość dokonania niemożliwego, udało mi się w ten sposób zawojować słowackiego „Playboya”, w którym opublikowano pochodzące z Naśmiercin opowiadanie (Żywot parszywy). Jak się to udało? Cóż, myślę, że po prostu nie można mieć oporów i dopuszczać do siebie jakichkolwiek negatywnych myśli, że coś może się nie udać. Trzeba próbować i liczyć na sukces, a w końcu się ten sukces osiągnie. Idąc za ciosem, kiedy nagromadziła mi się pokaźna ilość zagranicznych publikacji, postanowiłem poszukać wydawcy dla moich powieści i bez problemu ich znalazłem w takich krajach jak: USA, Hiszpania i Niemcy.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: W zeszłym roku nakręcono kilka zagranicznych filmów na podstawie Pana prozy. Proszę o tym opowiedzieć.

Krzysztof T. Dąbrowski: Odkąd moje publikacje pojawiły się za granicą, zgłosiło się do mnie wielu filmowców z kraju i za granicy, zarówno debiutantów, jak i tych z dłuższym stażem. Z przyjemnością użyczam swoich tekstów, a każda ekranizacja daje mi niesamowitą satysfakcję.

Jeśli chodzi o filmy na podstawie mojej prozy, to w zeszłym roku nakręcono: W USA Monkeyfication i At psychiatrist, w Anglii Phantom i Together w Holandii.

W zeszłym roku doszło też do tego, że amerykańska firma producencka zainteresowała się opowiadaniem Brrraciszek, skutkiem czego w tym roku tekst będzie ekranizowany.

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Pana ostatnia książka to Nie w inność. Jak zachęciłby Pan naszych czytelników do jej lektury?

Krzysztof T. Dąbrowski: Nie w inność to moja najnowsza książka i muszę przyznać, że objętościowo dogoniłem Stephena Kinga (ponad 500 stron). Niemal każdy autor twierdzi, że jego ostatnia książka jest najlepszą, jaką do tej pory napisał. Ze mną jest tak samo, dlatego tym bardziej cieszą mnie entuzjastyczne recenzje, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że zmierzam w dobrym kierunku. Ale muszę przyznać, że zachwyca mnie też okładka, którą – i znowu nie będę oryginalny – również uważam za najlepszą z dotychczasowych. Jej autorką jest Joanna Jedlińska z Fabryki Baniek i to, co stworzyła, to dla mnie czysta magia. Duży udział miała w tym moja kochana Żona, która mi zasugerowała tę współpracę i pomogła dopracować koncepcję okładki.

Nie w inność to dość nietypowa książka. Mimo że fantastyka jest ostatnimi czasy mocno eksploatowana, to mimo wszystko starałem się zawrzeć w tych tekstach coś nowego, świeżego, odmiennego niż u innych. Myślę, że dobrym określeniem byłoby tu science fiction z domieszką duchowości, pierwiastkiem ezoteryki. A z drugiej strony, wziąłem po lupę aktualną kondycję ludzkości i pokusiłem się o ukazanie pewnych zagrożeń wynikających z coraz szybszego rozwoju technologicznego w zestawieniu z coraz większą degrengoladą moralną. Ludzie stają się sobie coraz bardziej obcy, są coraz bardziej interesowni, coraz więcej jest w nas egoizmu, a coraz mniej człowieczeństwa. To ciekawy temat w połączeniu z wizjami przyszłości. A z drugiej strony, aby nie było przesadnie poważnie, jest też w książce sporo akcji, ciekawych wizji przyszłości, trochę humoru i szczypta erotyki. Starałem się tu połączyć poważny przekaz z dobrą rozrywką i ciekawymi historiami. I z tego, co widzę, zwłaszcza po reakcji czytelników, udało mi się to w stu procentach.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Kto jest Pana pierwszym czytelnikiem?

Krzysztof T. Dąbrowski: Nie będę oryginalny – jest nim moja Żona. Zresztą z tego, co zauważyłem, jest to typowe dla większości pisarzy. Moja Żona jest jednocześnie wielbicielką mojej twórczości, ale potrafi być też surowym krytykiem i nie cacka się, kiedy widzi, że z czymś trochę za bardzo popłynąłem. Można powiedzieć, że i pod tym względem mam szczęście. Mogę śmiało powiedzieć, że Żona jest dla mnie największym wsparciem.

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Jakie ma Pan plany artystyczne na najbliższe lata?

Krzysztof T. Dąbrowski: W moim przypadku to trudna sprawa, bo w tej materii jestem dość nieprzewidywalny. Na pewno chcę napisać książki, w których sprawdzę jak się czuję w innych gatunkach, zbadam nowe dla siebie terytoria. Lubię stawiać sobie wyzwania w pisaniu, bo ich realizacja jest dla mnie niesamowitą przygodą, podróżą w nieznane. Teraz myślę o kryminale i czymś obyczajowym. Chodzi mi po głowie również powieść o trudnej miłości oraz o różnych kulturach, gdzie zasady często są ważniejsze od uczucia.
Również jeśli chodzi o film, sporo się będzie działo – szykuje się kilka ciekawych projektów.

 

 

Źródło zdjęć: zdjęcia Krzysztofa T. Dąbrowskiego

Freelancerka realizująca projekty kulturalne i związane z przemysłami kultury, prowadząca działania PR dla marek selektywnych oraz organizująca eventy. Absolwentka Filologii Polskiej na UW (specjalizacja animacja kultury) oraz Podyplomowego Studium Menedżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej ...