Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Małe kobietki z 6 nominacjami do Oscara

Już 26 stycznia (niedziela) godz. 18:00 zapraszamy na pokaz przedpremierowy filmu Małe kobietki do kina Atlantic.

 

Scenarzystka i reżyserka Greta Gerwig (Lady Bird) przedstawia Małe kobietki, film bazujący na klasycznej powieści Louisy May Alcott, skupiając się na alter ego autorki – Jo March. Film Gerwig jest zarazem ponadczasowy, jak i bardzo aktualny. To zbiorowy portret słynnych czterech sióstr March, w których role wcieliły się Saoirse Ronan (Jo), Emma Watson (Meg), Florence Pugh (Amy) oraz Eliza Scanlen (Beth). W filmie zobaczymy również Timothée Chalameta oraz Laurę Dern w roli Marmee i Meryl Streep, która wcieliła się w postać ciotki March.

Bez względu na miejsce oraz czas powieść Louisy May Alcott wciąż czytana jest na całym świecie z równą fascynacją. Nic w tym dziwnego, to opowieść o miłości i ambicji, wewnętrznym życiu, w którym nie istnieją żadne granice. Najpierw czytamy Małe kobietki, kiedy jesteśmy dziećmi, kiedy nie boimy się niczego, a świat stoi przed nami otworem. A później sięgamy po tę powieść, kiedy jesteśmy już młodymi dorosłymi, kiedy właśnie jesteśmy w samym środku procesu „stawania się”, wchodzenia w dorosły świat, w życie. A później wracamy do tej lektury, kiedy mamy za sobą niepowodzenia, porażki, słodko-gorzką nostalgię towarzyszącą nam, kiedy wspominamy o tym, jacy byliśmy w młodości, o tym, czym jest młodość. Każdy znajduje w niej coś innego, coś swojego, ale zawsze towarzyszy nam pytanie o to, czym jest rodzina, miłość, wolność. Czym jest sztuka, czym są pieniądze. I wreszcie – czy można być w stu procentach sobą?

Właśnie to pytanie nurtowało Gretę Gerwig, kiedy podjęła decyzję o przeniesieniu na ekran kultowej powieści Alcott. Powieść została wydana oryginalnie w dwóch częściach – pierwsza dotyczyła młodości sióstr March, druga – realiów dorosłości. Gerwig, umiejętnie żonglując wątkami, połączyła obie części w całość. To obraz kobiet patrzących na przeszłość, która sprawiła, że są dziś tym, kim są. Ale to także lustrzane odbicie nas wszystkich, stających przed wyborami, mierzących się z losem, z samymi sobą, stawiających sobie pytania natury podstawowej – pieniądze a sztuka, miłość kontra własna satysfakcja, ideały a rzeczywistość, podążanie za rodziną albo decyzja o odnalezieniu własnego głosu.

Jeszcze przed sukcesem Lady Bird Greta Gerwig wyznała Amy Pascal, słynnej producentce, że pragnie stworzyć nową ekranizację powieści. „Czułam całą sobą, że chcę to zrobić, że potrafię” – mówi Gerwig. „Miałam bardzo specyficzną wizję odczytania książki Alcott: to opowieść o kobietach i sztuce oraz kobietach i pieniądzach. To wszystko jest zresztą w powieści, tyle że nie kładzie się na to nacisku podczas lektury, rzadko ktoś patrzy na to w ten sposób. Tymczasem to wciąż bardzo bieżący, współczesny wątek. Ten film jest najbardziej autobiograficzną rzeczą, jaką zrobiłam”.

Gerwig przeczytała powieść Alcott w dzieciństwie tak wiele razy, że nie potrafi przypomnieć sobie pierwszego z nią kontaktu. Podobnie jak wiele innych twórczyń ona także silnie identyfikowała się z Jo March, chłopczycą, odmieńcem, aspirującą pisarką mierzącą się ze status quo swych czasów, młodą kobietą, która za wszelką cenę chce osiągnąć to, o czym marzy. Jest kimś kto, wie czego chce. A chce wolności. I chce tworzyć.
Greta Gerwig: „Małe kobietki są częścią mnie od kiedy pamiętam. Nie przypominam sobie czasu, w którym nie wiedziałabym, kim jest Jo March. Zawsze była «moją dziewczyną», kimś, kim chciałam być i kimś, kim miałam nadzieję się stać”.

Pozostając wierną temu, co napisała Alcott, Gerwig przełożyła język książki na język filmu, zmieniając linearność wydarzeń, a najważniejsze wydarzenia z życia sióstr March umiejscawiając we obszarze wspomnień i inspiracji. Wspólnie z Jo patrzymy na przeszłość oczami dorosłej kobiety. Pracując nad scenariuszem, Gerwig sięgnęła głębiej – do korespondencji i innych pism, które pozostawiła po sobie Louisa May Alcott, na ekranie przełożyło się to na bardziej współczesne spojrzenie na losy sióstr March, a zwłaszcza na życie i decyzje, które podejmowała w swym (fikcyjnym, książkowym) życiu Jo March.

Głos Gerwig to nie jedyny głos tworzących kobiet, który można usłyszeć na temat Alcott i jej dzieła. Ot, na przykłada mistrzyni science fiction Ursula K. Le Guin zwykła nazywać Alcott „kimś tak bliskim jak siostra”, Erica Jong wspomina, że losy sióstr March pozwoliły jej poczuć, że „kobiety mogą być pisarkami, intelektualistkami, mając przy tym normalne życie prywatne”. Poetka Gail Mazur wyraziła wdzięczność wobec Alcott za pokazanie artystom, że „można żyć, wiedząc, że nie jesteśmy jedyni, w tym wiecznym konflikcie między pracą twórczą, potrzebą skupienia i samotności oraz potrzebą bliskości i miłości”. Postać Jo jest nie do przecenienia także dla J.K. Rowling, twórczyni Harry’ego Portera, która wyznaje: „Trudno mi opisać, ile znaczyła dla mnie ta mała, prostolinijna dziewczynka o imieniu Jo, która miała gorący temperament i palącą ambicję, by zostać pisarką”.

 

 

„W postaci Jo jest rebeliancki duch i nadzieja na życie ponad to, co dyktuje ci płeć i co dyktują ci inni. To ta dziewczyna, która posługuje się męskim imieniem, to ta dziewczyna, która wie, że jej przeznaczeniem jest pisanie, jest ambitna, jest wściekła, jest w niej wszystko, z czym tak łatwo się utożsamić. W jakimś sensie daje nam zachętę, aby się nie bać, aby się odważyć” – podkreśla Greta Gerwig.

Ale Małe kobietki Gerwig to także hołd dla Louisy May Alcott, jej dzieła, jej przełamania barier, jej finansowego sukcesu. W czasach, w których żyła Alcott, udało jej się zrobić wszystko to, czego zrobić jej nie było wolno. Co nie było dobrze widziane. I nie chodzi tylko o napisanie i wydanie bestsellera, ale także o walkę o prawa do własnej twórczości, z którą wiązały się konkretne pieniądze. „To wciąż bardzo aktualne sprawy, wystarczy popatrzeć na Taylor Swift i jej decyzję o ponownym nagraniu własnych piosenek, aby wciąż mogły należeć do niej” – punktuje Gerwig.

„Przeczytałam gdzieś, że powieść Alcott to książka dla dzieci, która – jako jedna z nielicznych – nie jest rodzajem eskapizmu, nie jest o ucieczce dokądś. Przeciwnie, jest odważna, ponieważ opowiada o realnej postaci, która jest bohaterem we własnym domu. W tym przypadku – bohaterką” – mówi z zachwytem Greta Gerwig.

Tę siłę kobiet udało się zachować także na planie. Scenarzystką i reżyserką jest Greta Gerwig, producentkami są Amy Pascal, Denise Di Nowi i Robin Swicord, a w obsadzie mamy Saoirse Ronan, Emmę Watson, Elizę Scanlen, Florence Pugh, Laurę Dern i Meryl Streep.

„Myślę, że ta uniwersalna historia jest dziś być może nawet bardziej niż wtedy aktualna – mówi ekranowa Jo – Saoirse Ronan – ponieważ pokazuje młode kobiety, które odnajdują pewność siebie, by same sobie wytyczać ścieżkę. To zrazem opowieść, którą możemy obserwować z różnych perspektyw. Przez kilka lat możesz utożsamiać się z Amy, później nagle odkrywasz w sobie Jo, później stajesz się Marmee, a potem Beth. Łatwo odnaleźć siebie w każdej z nich”.

„To historia o tożsamości – dodaje Laura Dern, filmowa Marmee – i chyba nie ma nic bardziej współczesnego niż właśnie poszukiwanie własnej tożsamości. Wciąż mierzymy się z tymi samymi pytaniami: kim jestem i jak, wbrew wszystkiemu i wszystkim, mogę pozostać sobą?”. A przecież Louisa May Alcott zadawała te pytania 150 lat temu. Częścią piękna, które dała nam autorka, jest to, jak pokazała siłę i niezależność, sztukę, ambicję, ale też małżeństwo, rodzicielstwo. A Greta doskonale wiedziała, jak postawić akcent nad tymi kwestiami.

Eliza Scanlen, ekranowa Beth: „Ta historia pokazuje, jak doświadczenia, emocje, uczucia, jakie przeżywasz w dzieciństwie, wciąż są tak samo skomplikowane w dorosłym życiu”.
Grecie Gerwig udało się tak ustawić wydarzenia, które mają miejsce w scenariuszu, by wszyscy mężczyźni, którzy towarzyszą siostrom March, nie stali w centrum świata. „Alcott stworzyła świat, w którym kobiety nie są od usługiwania, nie są od bycia kimś w tle. One istnieją same w sobie, by nie powiedzieć – dla siebie. Cieszę się, że Greta też tak na to spojrzała” – mówi Amy Pascal, producentka. „To najlepszy moment na ten film, ponieważ dziś kobiety, jak nigdy wcześniej, mówią o sobie, o swoich wyborach, o pieniądzach, o sile i o tym, jak dorównać w tych kwestiach mężczyznom. Greta przenosi to wszystko na ekran, będąc wierna słowom napisanym przez Alcott”. Powiedziała: „Chcę zrobić film, który będzie inny niż wszystkie. Chcę zrobić adaptację, wierną temu, co naprawdę dzieje się w książce. To bardziej kontrowersyjne, zabawne i mroczniejsze niż ludzie myślą. I chcę zrobić film, który będzie wiarygodny, prawdziwy”.

 

www.kinoatlantic.pl

zwiastun: https://youtu.be/G53uak8viDw

 

Małe kobietki w kinach od 31 stycznia

 

Źródło zdjęć: materiały prasowe Kina Atlantic

 

Kino Atlantic – przedpremierowe kino w samym sercu stolicy Kino Atlantic, którego początki sięgają czasów przedwojennych, od początku swojego istnienia miało opinię najbardziej wielkomiejskiego kina stolicy, w czym pomagało mu położenie w samym sercu miasta. Kino Atlantic oferuje swoim ...