Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Lekcje z technologii

Kiedy w połowie marca zamknięto szkoły ze względu na panującą epidemię Covid19, nikt z nas – rodziców uczniów – nie przypuszczał, że czeka nas przyspieszony kurs z technologii.

Nasze domy i mieszkania zamieniły się w sale lekcyjne, a my z dnia na dzień musieliśmy stać się specjalistami od planowania zagospodarowania przestrzeni domowej, nowych technologii, znajomości aplikacji, posługiwania się kamerą oraz programów i platform do przesyłania plików muzycznych i wideo.

Dzięki kursowi języka angielskiego mojej córki odkryłam zooma; a właściwie polecono mi zainstalować zoom. Poszło łatwo. Od tej pory w każdy poniedziałek kilkanaście rodzin „gości” cała grupę z kursu angielskiego w swoich domach. Dzieci szybko odkryły funkcje zooma i już po pierwszej lekcji moja córka pochwaliła się, że kiedy pani pytała kolegę, to ona pisała z koleżanką na czacie. W tradycyjnej szkole z pewnością pisałyby do siebie karteczki i podawały pod ławką… Pani jeszcze tej funkcji nie znała, w przeciwieństwie do pani od dodatkowych zajęć z tańca klasycznego, która wyłączyła wszystkie czaty i inne bajery, aby uczniowie skupili się na lekcji.

I tak zamiast w klasie w szkole uczniowie na zoomie uczestniczyli w lekcjach: rytmiki, tańca ludowego, tańca klasycznego, spotkali się z panią pedagog i panią psycholog…

Ale przecież nie tylko zoom istnieje. Pani od dodatkowych lekcji francuskiego preferowała Skype. Trzeba było zgłębić też tajniki i Skype. Tym razem też poszło łatwo: dzielenie obrazu, udostępnianie pulpitu i takie tam różne, żeby lekcja nie była nudna. Dałyśmy radę. Pierwsze lekcje w nowej formule pani podsumowała bardzo miłym wpisem na Facebooku. Napisała, że do tej pory to dzieci opowiadały o swoich pokojach, a teraz to ona mogła zobaczyć jak wyglądają one w rzeczywistości.

Kiedy już zamierzałam zająć się swoimi obowiązkami zawodowymi, będąc pewna, że opanowałam już potrzebne narzędzia i mam spokój na parę tygodni, kolejna nauczycielka poprosiła o przesyłanie prac domowych przez WhatsApp. WhatsApp znam i używam, ale… pracami domowymi było robienie skłonów, podskoków, szpagatów, które trzeba było nagrywać i przesyłać. Ile ja się namęczyłam robiąc te filmiki… A to nie takie światło, a to jakieś dźwięki w tle, a to fryzura córki nie wytrzymała podskoków, a to nie widać drugiej nogi lub pięty… W końcu – po nie wiem ilu dublach – udało się! Córka dostała 5+, a ja?

 

 

Kiedy pani profesor od tańca klasycznego poprosiła o filmik z temps lie, podeszłam do zadania jak profesjonalistka. Przygotowałam plan (odsunęłam stół i krzesła), rozstawiłam światła (to znaczy włączyłam wszystkie lampy i żyrandole w pokoju), ściągnęłam plik muzyczny przesłany przez nauczycielkę, poleciłam dziecku ubrać się odpowiednio i uczesać oraz zrobić próbę z muzyką. Kamera start! Nagrywam, idzie dobrze i… nie kliknęło się nagrywanie. Od początku: kamera start, muzyka start. Kręcimy. Córce się nogi pomyliły, potem ręce. Od początku… I jeszcze raz, i jeszcze raz… Po dwóch dniach pracę domową uznałyśmy za odrobioną. Sukces? Nie tak prędko. Trzeba jeszcze przesłać filmik mailem. Przyciężki był, nie tak jak pas mojej córki, i nie można było go załączyć w zwykłym mailu. I tu z pomocą po raz kolejny przychodzi technologia! We Transfer jak ja cię kocham. Poszło łatwiej niż myślałam, i szybciej. Najwyższa z możliwych ocen. A kiedy ja coś dostanę? Jakiś Oscar…, no może Oscarek?

Planowałam właśnie po raz kolejny wrócić do obowiązków zawodowych, a tu wiadomość na Librusie – lekcje pilatesu będą odbywały się online. Nie ja ten pilates ćwiczę, więc tylko poinformowałam dziecko, że ma jeszcze jeden przedmiot online. Ale żeby nie było tak pięknie i prosto, pani od pilatesu nie korzystała ani z zooma, ani ze Skype, tylko z Cisco Webex Meetings. I znów trzeb było instalować, łączyć się, wpisywać kody, hasła i rozmiar baletki… Dałyśmy radę, jak zawsze.
Od tej pory kiedy zamierzam zająć się swoimi obowiązkami zawodowymi, towarzyszy mi dziwny niepokój: jaką platformą, aplikacją czy już sama nie wiem czym tym razem zaskoczy mnie nowa forma edukacji?

Od kilku tygodni pracuję spokojnie. Wszystkie potrzebne gadżety technologiczne zostały zainstalowane. Ustaliliśmy grafik, kto kiedy korzysta z salonu (córka ma lekcje baletu, tańca ludowego, pilates, a mąż wideokonferencje), a kiedy do pracy wystarczają nam nasze sypialnie. Na razie nie było kolizji terminów. Sprawnie przemieszczamy się z pokoju do pokoju, z laptopami, matami do ćwiczeń, telefonami, drążkami baletowymi. Trzy razy dziennie spotykamy się w kuchni, przy stole na wspólnym domowym posiłku.

Co będzie, kiedy otworzą szkoły i biura? Jak odnajdziemy się w nowej rzeczywistości?

 

Źródło zdjęć: zdjęcie otwierające – pexels, zdjęcie w tekście – pixaby

Freelancerka realizująca projekty kulturalne i związane z przemysłami kultury, prowadząca działania PR dla marek selektywnych oraz organizująca eventy. Absolwentka Filologii Polskiej na UW (specjalizacja animacja kultury) oraz Podyplomowego Studium Menedżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej ...