Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Karnawał po sardyńsku

Za kilka dni skończy się karnawał. Najbardziej znany to ten brazylijski i wenecki. Jest jeszcze jedno oblicze karnawału – sardyńskie.

Sardynia to wyspa na Morzu Śródziemnym, będąca autonomicznym regionem Republiki Włoch, z własnym językiem (dialekt sardu) i flagą. Podobno była mityczną Atlantydą. Ta górzysta, pokryta lasami, ze stromymi wybrzeżami, otoczona morzem wyspa zawsze była odseparowana kulturowo i fizycznie od kontynentu. Jej mieszkańcy to przede wszystkim pasterze i rybacy – pracujący ciężko, mający silne poczucie odrębności, wyznający dawne kulty i niechętni wobec obcych. W kulturze sardyńskiej odnajdujemy wiele różnych wpływów: pogańskie, magiczne, nuragijskie, włoskie, hiszpańsko-katalońskie, chrześcijańskie. Dlatego też sardyński karnawał w niczym nie przypomina weneckiego, ani żadnego innego. Jest dziki i surowy.

 

 

Taneczna procesja Mamuthones i Isohadores w Mamoiadzie

 

Karnawał na Sardynii rozpoczyna się 16 stycznia, w wigilię dnia świętego Antoniego Opata. Tego i następnego dnia mieszkańcy wsi i miasteczek w centralnej części wyspy rozpalają ogniska – ognie św. Antoniego (fuochi di Sant’Antonio). Specjalnie na tę okazję wybierają stare drzewo i układają wiązki chrustu, aby ogień palił się cały dzień i noc. Wokół ogniska trwa wesoła zabawa, serwowane są słodkie ciasteczka z masą migdałową oraz lokalne wino canonau.

Mamoiada jest położona w centrum regionu Barbagia Ollolai. Miasteczko otacza masyw Gennargentu. Mieszka tu około 2500 osób. Większość z nich utrzymuje się z pasterstwa. Główną atrakcją jest oczywiście sardyński karnawał.

 

 

Zanim ulice Mamoiady zmienią się w scenę misteriów i tańca, potrzeba wielu przygotowań. Protagonistami sardyńskiego karnawału są: Mamuthones – tajemnicze czarne bestie i Isohadores – kolorowe i pogodne postacie.
Mamuthones noszą pasterskie kurtki (mastruca) z runa owczego z włosiem na zewnątrz. Sprawia to, że przypominają owce. Na twarzy mają czarne maski (sa bisera) z drewna olchowego lub dzikiej gruszy, które zostały wyrzeźbione przez mieszkańców miasteczka. Opowiada o tym film, który można obejrzeć w miejscowym muzeum. Antropomorficzny, prymitywny i przerażający kształt masek nadaje twarzom tragicznego wyrazu. Na głowach Mamuthones mają zawiązane damskie czarne chusty (su muncadore), które ukrywają męskie czapki (su bonette). Chyba najważniejszym elementem stroju są owcze dzwonki wykonane również ręcznie przez mieszkańców Mamoiady. Duże dzwonki (sa carriga) Mamuthones noszą na plecach. Są one bardzo ciężkie – mogą ważyć nawet 30 kg. Mniejsze dzwonki (sa hampaneddhas) są umieszczone na piersiach postaci. Pomagają je zakładać dwie osoby.

 

 

Isohadores ubrani są w białe lniane spodnie i białe koszule, w pasie przewiązane damskimi chustami haftowanymi w kwiaty, oraz w czerwone bluzy. Na piersi mają skórzany pas z dzwoneczkami. Noszą wysokie, czarne buty. Na twarzy mają białe maski, niektóre o poważnym wyrazie. W rękach trzymają skórzane lassa (soka ) do łapania zwierząt domowych. Zarzucają je na obserwatorów i uczestników obrzędu. Istnieje przekonanie, że jeśli jakaś panna zostanie złapana na lasso, to niebawem wyjdzie dobrze za mąż.

Podczas ubierania Mamuthones i Isohadores jest wiele zmieszania: atmosfera jest napięta, gorączkowa, ale i radosna. Jest też jedna ważna zasada: ten, kto ubiera Mamuthones, nie może pomagać Isohadores, ponieważ nie wolno służyć i życiu, i śmierci.

 

 

Kiedy stroje Mamuthones i Isohadores są już skompletowane, na ulice Mamoiady wychodzi taneczna procesja. Mamuthones formują korowód, idą w dwóch rzędach miarowym krokiem, przestępując z nogi na nogę, w rytm dźwięku owczych dzwonków. Jest ich dwunastu – tylu ile miesięcy w roku. Ich mocny krok ma obudzić ziemię z uśpienia i sprawić, by plony były urodzajne. Wokół nich krąży czerech Isohadores – tylu ile jest pór roku – strzelając batami.

Misterium trwa do wieczora. Ogniska płoną przez całą noc. Gromadzą się przy nich mieszkańcy miasteczka i turyści, którzy coraz liczniej odwiedzają Mamoiadę. Dla pierwszych to coroczny rytuał, dla drugich ciekawa atrakcja.

Lokalne, dawne wierzenia mówią, że powinno się tańczyć wokół ognia. Podczas tańca i śpiewu, w tym dionizyskim, rytmicznym uniesieniu, człowiek zatraca świadomość i wchodzi w kontakt z bóstwem. Ten specyficzny sposób, w jaki tańczy się podczas karnawału wokół ognia, przypisywano tym, którzy przybywali ze świata umarłych lub mieli z nimi kontakt.
Więc wszyscy tańczą i bawią się. Gospodynie hojnie częstują domowymi tradycyjnymi ciasteczkami z masą migdałową. Nad ranem ogniska zgasną i życie powróci do swego zwykłego trybu. Do następnego dnia świętego Antoniego.

 

Geneza sardyńskiego karnawału

 

Hipotez powstania sardyńskiego karnawału – nazywanego także tańcem Mamuthones – jest wiele, a każda z nich jest ciekawa i może być tę właściwą, choć żadna nie została ostatecznie potwierdzona. Jedno ze źródeł mówi, że rytuał pochodzi z epoki nuorskiej (XVIII w. p.n.e. – II w. p.n.e.). Ludzie czcili w ten sposób zwierzęta, próbowali ochronić się przed złymi duchami i błagali bóstwa o dobre plony.

Badaczka tradycji ludowych Sardynii Dolores Turchi uważa, że te obrzędy są związane z antycznymi misteriami dionizyjskimi odnoszącymi się cyklicznego odradzania się natury. Zeus Pluviale, bóg świata podziemnego, identyfikowany też z Dionizosem, każdego roku umierał i odradzał się na wiosnę w cyklu wiecznego powrotu wraz z roślinnością pól. Stąd też symbolika sardyńskiego karnawału – Mamuthones są symbolem śmierci i zimy, a Isohadores – nowego życia i wiosny. Turchi przypuszcza, że nazwa Mamuthones może pochodzić od maimatto – burzliwy, szalony, wściekły – i odnosić się do Zeusa. Podczas ceremonii, przedstawiającej etapy cierpienia i śmierci boga, Mamuthones wprawiają w ruch dzwonki, co ma odstraszać złe moce. Natomiast kobiece chusty, które noszą Isohadores, przypominają o dwupłciowości Dionizosa.

Natomiast włoski etnolog Raffaello Marchi odnosi się do innej symboliki konduktu, nawiązującej do motywu zwyciężonych i zwycięzców, więźniów i ich strażników. Przypuszcza, że można się tu dopatrywać zwycięstwa pasterzy z Barbagii (Isohadores) nad ciemnoskórymi najeźdźcami (Mamuthones).

 

 

Jeszcze inna hipoteza mówi, że stroje uczestników pochodu odzwierciedlają relacje między człowiekiem a zwierzęciem, pasterzem i jego trzodą. Z jedną jednak różnicą: odwrócenia ról – to człowiek staje się bestią.

Oczywiście nie bez znaczenia jest też starożytny mit o Prometeuszu, kult świętego Antoniego i praktyki chrześcijańskie. Według mitologii Prometeusz wykradł ogień z Olimpu i oddał go śmiertelnikom, narażając się na gniew bogów. Kościół katolicki na Sardynii przystosował ten mit do dwoich zasad i tak Prometeusz stał się świętym Antonim. Według legendy to właśnie ten święty wyruszył do piekła, w towarzystwie małej świnki (znów nawiązanie do mitologii: świnka była atrybutem bogini urodzaju Demeter), by wykraść ogień i przekazać go ludziom.

 

Muzeum Masek Śródziemnomorskich (Museo delle Maschere Mediterranee)

 

 

Karnawał jest główną atrakcją Mamoiady. To właśnie z tego powodu powstało tu Muzeum Masek Śródziemnomorskich (Museo delle Maschere Mediterranee) na Piazza Europa 15 (www.museodellemaschere.it).

Muzeum jest małe, ale jego zbiory bardzo ciekawe. W pierwszej sali podczas pokazu multimedialnego poznajemy historię sardyńskiego karnawału, widzimy, jak przygotowuje się stroje Mamuthones i Isohadores, rzeźbi maski oraz jak wygląda już sam korowód.

 

 

W drugiej sali zgromadzono kolekcję masek z Sardynii i innych regionów basenu Morza Śródziemnego. Można tu obejrzeć kompletne stroje Mamuthones i Isohadores z Mamoiady, Boes i Merdules z Ottany oraz Thurpu z Orotelli.

 

 

W trzeciej sali znajdują się tradycyjne przebrania z greckich wysp Skiros, Geros i Korela, słoweńskiego Kurentu, Rollate z Sappady (region Veneto). W małym muzealnym sklepiku warto kupić oryginalne pamiątki, na przykład ręcznie robione dzwonki. Znajdziemy tu też duży wybór książek i publikacji związanych z tradycjami i regionem.

 

 

Karnawał w Mamoiadzie to nie jedyna atrakcja pięknej i dzikiej Sardynii. Warto odwiedzić tę wyspę, ale pomijając najpopularniejsze kurorty i miejsca – Porto Rotondo, Porto Cervo czy Costa Smeralda. Sami Sardyńczycy mówią, że to nie jest Sardynia. Prawdziwa Sardynia oczaruje was swoją dziką przyrodą, stadami owiec, pyszną kuchnią, śpiewem tenorów (wpisany na listę UNESCO!), unikatowymi zabytkami (nuraghi) i maleńkimi zatoczkami z turkusową wodą i rajskimi plażami… Buon viaggio!

 

 

Źródło zdjęć: zdjęcie otwierające – pexels, pozostałe zdjęcia w tekście – Izabela Husarzewska-Tobiasz

Freelancerka realizująca projekty kulturalne i związane z przemysłami kultury, prowadząca działania PR dla marek selektywnych oraz organizująca eventy. Absolwentka Filologii Polskiej na UW (specjalizacja animacja kultury) oraz Podyplomowego Studium Menedżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej ...