Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Jestem portrecistą, fotografuję ludzi – o pięknej i trudnej sztuce fotografowania ludzkich emocji i dusz z Bartkiem Furdalem rozmawia Izabela Husarzewska-Tobiasz

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Jak zaczęła się Pańska przygoda z fotografią?

Bartek Furdal: Wszystko zaczęło się tak na dobre w momencie, kiedy wyjechałem do Szkocji. Wtedy moje marzenia stały się realniejsze. W Polsce po prostu nie mogłem pozwolić sobie na taka przyjemność jak studia fotograficzne. Kupiłem swój pierwszy aparat fotograficzny. W miejscu, w którym pracowałem, fotografię studiowało kilka osób. Mogłem zapytać je o wszystko: o sprzęt, techniki, oświetlenie, nowinki techniczne oraz ich zastosowanie. Pewnego dnia zapytałem wprost: „Gdzie mógłbym się nauczyć czegoś więcej o fotografii i czy jest jakiś kurs, na który mógłbym się zapisać?” Padło kilka propozycji, z czego jedna powtarzała się kilkukrotnie. I tak oto dołączyłem do studentów Stevenson College w Edynburgu. Rozpocząłem studia profesjonalnej fotografii komercyjnej. Ukończyłem je po 4 latach z wyróżnieniem.

Jaki rodzaj fotografii Pan wybrał?

Jestem portrecistą, fotografuję ludzi. Podczas studiów byłem znany z tego, że mogłem zbudować studio wszędzie, gdzie się pojawiłem. Jest to niezwykle cenna i przydatna cecha, ponieważ moim studiem staje się cały świat, a ja nie ograniczam się tylko do fotografowania w studio. Fotografuję w zależności od potrzeb i zlecenia, w studio lub w plenerze. Uwielbiam sesje w plenerze, gdzie mogę wpisać w pejzaż modela, modelkę bądź zwykłą osobę przy projektach stricte personalnych.

Moje prace pojawiały się na wystawach w Paryżu, Londynie oraz Edynburgu. Zdobyłem także kilka nagród i wyróżnień na międzynarodowych konkursach fotograficznych.

Zajmuję się również fotografią mody. Współpracowałem nie tylko z prasą, ale również przy projektach sportowych, korporacyjnych i reklamowych wraz z moim agentem Rhian z CREW SCOTLAND. Fotografuje także polską scenę muzyczną. Przed moim aparatem stanęło wiele polskich i zagranicznych gwiazd, między innymi: Cezary Pazura, członkowie zespołu Budka Suflera, Gienek Loska, Kamil Bednarek, Ryszard Andrzejewski „Peja”, Mateusz Ziółko, Czesław Mozil, Grzegorz Markowski, członkowie Kabaretu Paranienormalni.

 

Pańska pierwsza sesja po zakończeniu studiów była bardzo niezwykła pod wieloma względami.

Tak, to prawda. Przed moim obiektywem zasiadła legenda światowej fotografii – Harry Benson. Nigdy nie sądziłem, że stanie przede mną taka szansa. Numer telefonu do agentki Bensona, jego żony, dostałem po znajomości. Na spotkanie musiałem czekać 9 miesięcy, ponieważ Benson mieszka w Nowym Jorku, a ja w Edynburgu.

Wszystko odbywało się w pędzie: hałas, zamęt, piętnaście osób popędzało mnie w robocie, asystenci, pomocnicy, opiekunowie Bensona wywierali presję. W końcu Benson podniósł rękę i powiedział: „Poczekajcie. Dajcie mu pracować”. W sumie wykonałem 12 klatek. W tym i tę. Benson patrzył na mnie z uśmiechem i nagle spytał: „A co, gdybym nie pozwolił ci zrobić kolejnego zdjęcia?” i wyciągnął rękę, by dłonią zakryć obiektyw. Instynktownie nacisnąłem migawkę. Nawet nie miałem czasu ustawić aparatu. Dopiero w domu zobaczyłem, co jest na zdjęciu. Odbicie jego słynnej fotografii z dnia zabójstwa Bobby’ego Kennedy’ego! Podekscytowany wysłałem zdjęcia do żony Bensona. Dostałem odpowiedź: „Dobra robota”.

Zrozumiałem wtedy, jak ważny w życiu fotografa jest upór i dążenie do celu.

W Pańskim portfolio jest wiele zdjęć osób bardzo znanych. Czy te zdjęcia różnią się od zdjęć zwykłych ludzi? Czy chodzi tylko o bycie fotografem gwiazd, czy też o artyzm?

Jeszcze na studiach myślałem sobie: „Jak fajnie byłoby fotografować sławnych ludzi. Przecież są na tym świecie osoby, które tym właśnie się zajmują na co dzień. Więc jest to możliwe”. Wydawało mi się, że to sposób, by przedostać się na drugą stronę, do świata, w którym żyje się z fotografii. Nie chodzi o pieniądze i sławę. Portrety gwiazd pociągają mnie dlatego, że lubię tę presję, niepewność, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nie ma większej satysfakcji niż dopięcie swego i sfotografowanie danej osoby. Po drugie – te zdjęcia pomagają iść dalej, pracować niezależnie. Otwierają nowe drzwi. Tak było ze zdjęciem Cezarego Pazury. Od tej pory mniej czasu muszę spędzać przekonując menadżerów, by wpuścili mnie za kulisy. Pojawiają się propozycje wykorzystania moich zdjęć. Zacząłem współpracować ze środowiskiem kreatywnym. Nagle uświadomiłem sobie, że to ja stałem się tą osobą, o której kiedyś marzyłem, że znalazłem się po tej drugiej stronie.

 

 

Z pewnym wyjątkiem. Kiedy prezentuję swoje portfolio agentom zagranicznym, patrzą na mnie pytająco. Muszę im wyjaśniać, co robi ta bardzo znana osoba z Polski. Dopiero wtedy to nabiera dla nich sensu.

Kiedyś, będąc jeszcze uczniem, spóźnił się Pan na autobus z Nałęczowa do Lublina, gdzie Pan się uczył, i musiał złapać stopa. Kierowca, który wtedy Pana podwiózł, pomógł Panu jeszcze raz, wiele lat później.

Tak, to niesamowita historia. W 2014 roku w Manchesterze odbywał się koncert Budki Suflera. Jechałem tam pięć godzin z Edynburga, aby zrobić zdjęcia zespołowi. Tygodnie ustaleń. Duża presja ze strony organizatorów. I nagle menadżer zespołu tuż przed koncertem mówi: „Nie zrobisz tego zdjęcia. Ludzie jeżdżą po te zdjęcia po całej Europie, a nawet latają do Stanów, i nic z tego nie wychodzi”. Nie poddałem się. Zadziałałem impulsywnie. Poszedłem prosto do garderoby muzyków, gdzie rozstawiłem szybko swoje przenośne studio. Poprzesuwałem meble, zrobiłem testy, byłem gotów. Jedno, co mi zostało, to uzyskać zgodę artystów. Wiedziałem, że muszę zespół czymś zainteresować, znaleźć punkt zaczepienia.

Jako pierwszy przyszedł pan Lipko, klawiszowiec i kompozytor. Mój ratunek. Przypomniałem sobie jak lata wcześniej spóźniłem się na autobus z Nałęczowa do studium w Lublinie. Postanowiłem złapać stopa. Nie minęło dziesięć minut, jak podjechał pan Lipko, wtedy już bardzo znany, zatrzymał się z uśmiechem na twarzy i podwiózł mnie do szkoły. Musiałem liczyć, że te kilkanaście lat później w Manchesterze okaże się równie miłym człowiekiem.

Po sesji z zespołem spotkałem menadżera, który mi wcześniej mówił, że absolutnie nie uda mi się wejść za kulisy. Powiedział wtedy: „Widzisz, jak bym ci obiecał zdjęcia, a nic by z nich nie wyszło, miałbyś mi za złe. A tak udowodniłeś wszystkim, że warto walczyć!”.

 

Fotografuje Pani nie tylko ludzi znanych, ale też i tych zwykłych, szarych.

Na studiach doradzono mi, bym wrócił w rodzinne strony i zrobił serię zdjęć zwykłym ludziom w pracy. Pamiętam każde zdjęcie. To zostało zrobione przed godziną 15:00 14 kwietnia 2014 r. w MZGK w Nałęczowie. Pracownicy MZGK byli zaskoczeni pomysłem. Jak mówili, na co dzień zawsze są gdzieś z boku i w cieniu. Nikt ich nie zauważa. A przecież oni dbają o wizerunek miasta. O nasz komfort. W moich oczach są bohaterami. Chciałem to pokazać. Chcę, by dzięki moim zdjęciom każdy choć na chwilę poczuł dumę z siebie i ze swojej pracy. Moją uwagę przyciągnęła jedyna kobieta w zakładzie, w różowej bluzie. Postawiłem ją w centrum zdjęcia, gdzie zawsze patrzy widzom prosto w oczy. Zawsze inspirowałem się głownie fotografią portretową. Nie oznacza to jednak, że inne dziedziny są mi obce. Dopiero połączenie ich pozwala spojrzeć szerszym okiem na to, co nas otacza.

To nie jedyny projekt, jaki powstał w Pana rodzinnym Nałęczowie, i nie jedyne tak wyjątkowe zdjęcie i historia.

Tak, oczywiście. Był w moim mieście rodzinnym taki pan, z którego wszyscy się śmiali. Pan Darek. Upodobanie do alkoholu wyssał z mlekiem matki. W dorosłych budził lęk. Za to dzieciaki w mieście uwielbiały się z nim bawić. Ja też.

Kiedy w kwietniu 2014 roku przygotowywałem plenerową wystawę o mieszkańcach rodzinnego Nałęczowa, wiedziałem, że musi na niej być zdjęcie Darka, obok fotografii wystylizowanych dyrektorów ważnych instytucji, na ulicach miasta, gdzie każdy przy zdjęciu będzie mógł zatrzymać się na chwilę w drodze do pracy.

Po wystawie coś się zmieniło w nastawieniu Nałęczowian: ktoś ubrał Pana Darka, ktoś go uczesał, ktoś dał mu coś do jedzenia. Ludzie ujrzeli go w nowym świetle. Niestety, Darka już z nami nie ma. Zmarł tej jesieni

Zawód fotografa owszem jest interesujący, ale też wymagający.

Fotografia to nieustanna praca. Jeśli nie pracuję nad zleceniami komercyjnymi, to staram się realizować swoje prywatne projekty, w których spełniam się artystycznie. W ten sposób tworzę własne portfolio, dzięki któremu pozyskuję klientów i skupiam uwagę fotoedytorów.

Praca fotografa nie należy do łatwych. Zazwyczaj fotograf to jednoosobowa firma, która odpowiada za wszystko: od PR-u, marketingu, przez wyszukiwanie zleceń oraz ich realizację, po bycie księgowym. Ci, którzy mają agenta, tak jak ja, mają łatwiej. To agent szuka odpowiednich zleceń, zajmuje się promocją prac oraz wyszukiwaniem klientów. Jednak mimo tego i tak na własną ręką szukam nowych możliwości.

A jakie plany na przyszłość?

Zdradzę mały sekret: na przełomie 2018 i 2019 roku otwieram swoja własną agencję kreatywną „BAF CREATIVES” z siedzibą w Polsce. Będziemy oferować pełną obsługę produkcji w Polsce i na całym świecie przy tworzeniu kampanii reklamowych. Nie skupiamy się na dużych korporacjach, chcemy także wspierać mniejszych przedsiębiorców przy promocji wizerunku ich firm.

Brzmi bardzo ciekawie. Życzymy wielu sukcesów i ciekawych projektów.

Źródło zdjęć: zdjęcia Autora

Bartek Furdal

Fotograf znanych osób, portrecista. Reprezentowany przez agencję CREW SCOTALND w Wielkiej Brytanii. Laureat Nagrody British Institute of Professional Photography w 2013 roku. Za sobą ma już dwanaście wystaw w Paryżu, Londynie, Edynburgu, Colorado i rodzinnym Nałęczowie. Zawodu uczył się w prestiżowym Edinburgh College of Art. W jego portfolio znaleźć można portrety sław polskiej sceny muzycznej i rozrywkowej, pięknych modelek, ale także zwykłych ludzi: pracowników fabryk, rolników, górników. Jego celem jest fotografowanie dla podrzeb komercyjnch.

www.bartekfurdal.com

Freelancerka realizująca projekty kulturalne i związane z przemysłami kultury, prowadząca działania PR dla marek selektywnych oraz organizująca eventy. Absolwentka Filologii Polskiej na UW (specjalizacja animacja kultury) oraz Podyplomowego Studium Menedżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej ...