Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Historia plecaka

I zaczęliśmy przyszywać. Sztuka po sztuce, naszywka po naszywce. Palce krwawią, igła się gnie, ale nie daję za wygraną. W końcu to będzie fajna pamiątka.

W zasadzie to nawet nie wiemy jak to się zaczęło. Chyba w Meksyku; szukaliśmy naklejek do notesu i trafiliśmy do sklepu z naszywkami. W sumie, kupujemy; na początek Meksyk, Gwatemala, Belize, bo tu właśnie jesteśmy. Gdzie je przyszyjemy? A kto to wie? Może coś wymyślimy.

No i wymyśliliśmy – naszyjemy to na nasz podręczny plecak. Czemu nie. I od tej pory, oprócz szukania naklejek szukamy też naszywek. I znajdujemy je w bardziej lub mniej oczywistych miejscach. Dzielnica turystyczna w Katmandu; istne królestwo dla szukających naszywek. Obłowiliśmy się. Tak samo w Sukhotai, w jakimś małym sklepiku-księgarni znaleźliśmy całkiem pokaźną kolekcję; natomiast w Albanii nawet nie musieliśmy pytać o naszywki, bo sprzedawca pamiątek sam nas zaczepił i powiedział, że ma naszywkę z flagą Albanii.

Ale były też miejsca, gdzie znalezienie naszywki graniczyło z cudem, ale i cuda się zdarzają, i w jednym jedynym miejscu na naszej trasie, w Isfachanie, znaleźliśmy naszywkę z flagą Iranu.

I tak naszywki znajdują swoje miejsce na plecaku, chociaż właściwie już na plecakach, bo jeden jest niemal zupełnie „zaszyty”.

I tak plecaki stają się pretekstem do zapytania o to, czy faktycznie byliśmy w danym kraju, do rozmów czy chociażby do powiedzenia, że mamy fajny plecak. I nie są to puste słowa, takich sytuacji było naprawdę dużo. W Erewaniu chwilę rozmawialiśmy z Libańczykiem, który zauważył libański cedr na naszym plecaku; w Brukseli mieliśmy dwa sympatyczne spotkania z Kostarykańczykiem i dwoma Albańczykami, który zobaczyli flagi swoich krajów; na lotnisku w Moskwie Ormianie zapytali, czy byliśmy w Armenii, bo na plecaku mamy ich flagę. Są też inne, śmieszne sytuacje: w Hawanie dwójka starszych turystów, pani usiłowała po cichu wskazać mężowi nasze plecaki, niestety mąż miał problemy ze słuchem, więc w końcu pół ulicy usłyszało: „Popatrz na ich plecaki!”. Uśmialiśmy się. Natomiast w Istambule, z plecakiem wypchanym już zakupami zwiedzamy kościół. I nagle patrzę, za Radkiem stoi dziewczyna z aparatem…. skierowanym centralnie na plecak. Bez żenady i skrępowania robiła zdjęcie plecakowi. No cóż, skoro się podoba…

Plecak okazał się też bardzo dobrym towarzyszem podróży w czasie lotu do Japonii; steward był tak zainteresowany nim i naszywkami, że niemal zapomniał o swoich pasażerach.

Teraz, błądząc uliczkami kolejnych miast, w kolejnych krajach, z tyłu głowy kołacze się „trzeba znaleźć naszywkę”.

Wkrótce będę przyszywała kolejne.

 

Źródło zdjęć: zdjęcia autora

Na co dzień od 9 do 17 siedzą za biurkiem ze wzrokiem utkwionym w ekranie komputera. Ale gdy tylko nadarza się okazja, pakują plecaki i jadą. I tak podróżują razem, przez życie i przez świat, od ponad 18 lat. Zwiedzili i odwiedzili ponad 70 krajów.