Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Global Citizens

W XXI wieku nierzadko czyta się i mówi o Global Citizens (globalni mieszkańcy/obywatele). Kim oni są? Gdzie mieszkają i jak długo? Jakie są ich stosunki z autochtonami? Czy jest to model na przyszłość? I ostateczni: czy Europa jest gotowa na Global Citizens?

Na moją perspektywę i doświadczenie wpływa dłuższy pobytu w Niemczech i Luksemburgu oraz trzymiesięczny pobyt w Paragwaju. O tym kraju napisałem i opublikowałem pracę magisterską oraz bylem współautorem naukowych opracowań.

W Niemczech mieszkałem przez 15 lat, od 1992 roku do 2007 roku. W Luksemburgu jestem od 11 lat. Wyjechałam z Polski, a konkretnie ze Śląska Opolskiego, kiedy miałem 18 lat, aby osiedlić się w kraju, z którego pochodzą moi rodzice i dziadkowie. Kiedy mieszkałem w Niemczech, zdałem maturę i ukończyłem studia ekonomiczno-kulturalne na uniwersytecie w Passawi (Bawaria), po czym przez 5 lat pełniłem funkcje dyrektora trzech szkół językowych Beriltza na północy tego kraju (Kilonia, Flensburg, Rendsburg).

Według aktualnych statystyk w Niemczech mieszka 12,5% obcokrajowców, tzn. obywateli, którzy nie mają niemieckiego paszportu. Ich liczba to około 10,6 miliona, z czego prawie milion to Polacy.

Natomiast w Luksemburgu mamy już 48% obywateli bez paszportu luksemburskiego. Jako że Luksemburg uznaje podwójne, a nawet i wielonarodowościowe obywatelstwo, jak np. w moim przypadku – mam polski, niemiecki i luksemburski paszport, to doliczając takie osoby jak mnie, uznawane w statystyce za Luksemburczyków, jest już grubo ponad 50% mieszkańców, których de facto można zaliczyć do obcokrajowców.

 

 

Wiadomo że pojęcie „obcokrajowiec” jest względne. Znam wiele osób, które mają np. hiszpańskich rodziców w Luksemburgu, którzy do dzisiaj mają „tylko” to jedno obywatelstwo, bo nie widza potrzeby posiadania luksemburskiego. Choć całe życie spędzili właśnie w Luksemburgu.

Wracając do Global Citizens: nie ma tutaj jednoznacznej definicji, ale można to pojęcie ująć w miarę prosty sposób: to osoba, która mieszkała nie tylko w jednym kraju i która jest otwarta na przemieszczanie się prywatne jak i zawodowe między krajami, kulturami i językami. Ta osoba też nie neguje swoich korzeni, ale nie stawia ich też ponad walorami kraju, w którym się osiedla, tylko czerpie korzyści z osiągnieć z przeszłości i z nowych doświadczeń.

Taka osoba łączy zebrane doświadczenia kulturalne, językowe – i jeśli takie są – narodowościowe w jedna całość kształtując siebie i swoją rodzinę – jeśli ją ma – na globalnych obywateli.

Ten też Global Citizen jest wolny od zakorzenionych negatywnych przekonań narodowościowo-religijno-kulturowych. Jest to osoba otwarta na nowe wpływy i dopasowująca je do swoich osobistych potrzeb, kształtując w ten sposób swoja osobowość i to, z mojego punktu widzenia, nieustannie.

Ja sam, po doświadczeniu bycia de facto Polakiem w Niemczech z wszystkimi nierzadko negatywnymi opiniami, mając jednak przeszłość właściwie niemiecką, zacząłem wyrabiać w sobie tendencje Global Citizen.

Zjeździłem ponad 60 krajów: od Argentyny po Japonię. Mieszkałem, jak wspominałem, trzy miesiące w Paragwaju, dwa miesiące w USA. Miałem też jechać na roczne studia do Jerozolimy na tamtejszy Uniwersytet Hebrajski, ale nagła choroba mojego ojca pokrzyżowała moje plany.

Uwielbiam się poruszać pomiędzy kulturami, narodowościami i językami, a znam biegle sześć języków: polski, niemiecki, francuski, luksemburski, angielski i hiszpański. Mogę też prowadzić konwersacje po rosyjsku i po włosku.

Doświadczenie mieszkania w tak wielonarodowym i wielojęzykowym kraju jak Wielkie Księstwo Luksemburga pozwala mi przeczuwać, że Global Citizen to rozwiązanie naszych światowych problemów.

 

 

W gminie, w której mieszam i która jest położona przy stolicy kraju, jest 9000 mieszkańców. Wśród nich to 64% obcokrajowcy z ponad 108 krajów… To niesamowita mieszanka, gdzie rasizm to słowo z innej planety. Przykład: dzieci urodzone i wychowujące się w Luksemburgu, których ojcem jest Islandczyk, a matka pochodzi z Malawi (Afryka) i wychowywała się przez jakiś czas w Anglii. Inny przykład: moje dzieci rozmawiają ze mną po niemiecku, ze swoją mamą po polsku, a w szkole po luksembursku i francusku. Znają wszystkie te języki biegle, a mają zaledwie osiem lat. Kim są te dzieci: dla mnie osobiście w pierwszej linii Luksemburczykami, ale zaraz po tym Global Citizens. Dla nich odmienne narodowości, religie, języki to chleb powszedni. Nigdy nie usłyszałem ani jednego słowa negatywnego na temat jakiejkolwiek narodowości, religii czy języka od jakiegokolwiek dziecka w szkole, do której uczęszczają moje dzieci, a w ich klasie na 15 uczniów jest raptem trzech rdzennych Luksemburczyków, jeśli tacy w ogóle istnieją.

Luksemburg to nie raj na ziemi, ale przykład na funkcjonowanie Global Citizens. To oni ten kraj uwielbiają, ale są też dumni ze swojej przeszłości, do której powracają, odwiedzając Islandię, Malawi, Polskę czy też Japonię.

Global Citizens to osoby z praktycznie nieistniejącymi uprzedzeniami, znające i dumne z kraju, w którym się wychowały, ale są to też osoby bardzo otwarte na świat, kultury, przekonania i języki.

Dlatego też Luksemburg ma takie powodzenie ekonomiczne: gdyby nie obcokrajowcy ten kraj byłby o wiele słabszy, o wiele uboższy.

My, Global Citizens, dodaliśmy mu rumieńców i wszyscy razem dbamy o jego rozwój.

A Europa: gdzie jest? Czy możemy przejąć model Luksemburga jako leku na przyszłość i rozwiązanie wszystkich problemów?

Jeśli myślimy o Europie z perspektywy paru lat, to nie. Nie jesteśmy gotowi na wielonarodowość czy też na wielojezykowość i to w większości krajów europejskich.

Ale. Już Wenecja w XIII wieku czy tez Cordoba w XIV wieku dały przykład: wielonarodowość, wielokulturowość to klucz do sukcesu.

Przyjrzyjmy się tylko Stanom Zjednoczonym: one na tym zbiły majątek… i jeśli aktualny prezydent propaguje coś innego, to jest to maksymalnie ośmioletni epizod w historii tego kraju. I on minie.

A Europa może być przykładem. Wiem, że jest to trudne do zaakceptowania, bo przecież i sąsiad to prawie że nasz wróg, a co dopiero ten inny.

Ale popatrzmy w przyszłość, która ma sens i w którą ja, po moich doświadczeniach, po prostu wierzę. Nota bene: nie wierze w przyszłość ślepo, tylko dzięki własnemu doświadczeniu.

 

Źródlo zdjęć: pexels.com

Posiada trzy narodowości: polską, niemiecką i luksemburską. Urodzony i dorastający w mniejszości niemieckiej w Polsce. Kiedy miał 18 lat, wyjechał z Polski. Przeniósł się w 1992 roku do Niemiec, gdzie ukończył gimnazjum. Następnie podjął studia na Uniwersytecie w Passau w Niemczech: ekonomia ...