Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Czas, który zabrał nam wiele, ale nie odebrał nadziei

Każdy trudny moment w życiu człowieka – zarówno jako jednostki jak i całego społeczeństwa – zmienia nas bardzo mocno i na zawsze. Strach, ból, cierpienie związane z dotykającymi nas tragediami, które tak samo mocno uderzają w jednostkę jak i w grupy ludzi tworzące wspólnoty i narody są końcem czegoś i jednocześnie czegoś początkiem. Zazwyczaj te smutne i ciężkie doświadczenia mają ogromny wpływ na nasz rozwój duchowy i emocjonalny. Po czasach epidemii, klęsk żywiołowych, kataklizmów i wojen ludzie odradzali się na nowo i zmieniali swoje myślenie. Zaczynali doceniać zdrowie i życie, bliskość drugiego człowieka, sens marzeń i ich realizacji. Odkrywali w sobie wielkie pokłady działania, dostrzegali sens bycia, a nie tylko posiadania i stawali się bardziej pokorni oraz silniejsi jednocząc się na drodze odbudowywania ogólnospołecznych strat. Pomagali sobie nawzajem, wymieniali się doświadczeniami, ale przede wszystkim zaczynali doceniać to, co niewidzialne.

 

 

 

 

Aldona Rogulska: Znalazłeś mój wiersz w Internecie i w ciągu kilkunastu minut skomponowałeś do niego melodię, chociaż nie jesteś zawodowym muzykiem i nie trzymałeś gitary w ręku od lat… Czym do Ciebie przemówił? Czy to był przypadek, czy coś więcej?

Paweł Burakowski: Przeczytałem ten wiersz i treść w nim zawarta odzwierciedlała dokładnie sytuację, w której się znajdowałem, to, co ja czułem. Poczułem treść tego wiersza wewnątrz swojego serca. Można by rzec, że był to impuls działania serca, a nie jakieś przemyślane kroki. Sam teraz nie potrafię tego wytłumaczyć. Przeczytałem wiersz, odruchowo wziąłem gitarę i zacząłem go śpiewać. Melodia ułożyła się sama, od razu… To popłynęło gdzieś ze środka, z mojego wnętrza. Trudno mi określić czy to ból, czy radość, płynęło z przestrzeni serca i nawet się nad tym nie zastanawiałem. Coś się we mnie obudziło po przeczytaniu wiersza, poczułem, że chcę dać ludziom nadzieję. Pierwszy impuls to było wzięcie gitary, a drugi, że zamieszczę to nagranie na facebooku. Oczywiście szybko zrobiłem print screena, ale na tablicy na facebooku jakoś to tak szybko poleciało, że nie zdążyłem zapisać autora tekstu. Stąd mój komentarz do nagrania, że mam nadzieję, że autor się szybko znajdzie, zwłaszcza, że nasza znajomość zaczęła się od tego, że zmieniłem ustawienia na swoim profilu i dotarło do mnie Twoje zaproszenie do kontaktu. To był czysty przypadek, bo nawet ze sobą nigdy nie rozmawialiśmy. Coś sie zadziało i powstała piosenka. Myślę, że tak miało być. Opublikowałem gotowy utwór, żeby dać ludziom nadzieję. Sobie również, bo znalazłem się bez pracy, bez środków do życia. Pomagali mi inni ludzie. Człowiek jak we mgle i nagle Twój wiersz…

 

Aldona Rogulska: Piosenka cieszy się dużym zainteresowaniem na portalu…

Paweł Burakowski: Tak, to prawda, kiedy patrzę na ilość polubień, ilość wyświetleń, to ile osób odsłuchało piosenkę, to jak dla takiego barda leśnego jak ja, który śpiewa sobie hobbystycznie to jest bardzo dużo. Dla mnie to niesamowite, to jest wielki sukces. Jestem szczęśliwy z tego powodu. Jest odbiór, bardzo pozytywne komentarze oraz prywatne wiadomości i otrzymuję prośby, że chcą, żebym jeszcze im coś wysłał, coś skomponował. Fakt tak wielu udostępnień z mojego zwykłego profilu coś chyba znaczy, ludzie polubili i czują niedosyt.

 

Aldona Rogulska: Czy można zaryzykować stwierdzenie, że sztuka w tych trudnych czasach nabiera jeszcze głębszego znaczenia?

Paweł Burakowski: Wierzę w to, że czas, który spędzamy teraz w domach, zbliża nas również twórczo. Rodziny wyjeżdżają na urlopy zorganizowane i trwa to tydzień lub dwa, za mało i za krótko, a teraz siedzimy wszyscy w domach całymi rodzinami. Wielu ludzi pracuje zdalnie i mamy przez to bliższy kontakt z rodziną. Coś trzeba z tym czasem zrobić. Jest praca i szkoła on-line, ale jest też coś więcej. To czas serca, który pobudza w ludziach najgłębsze uczucia, rodzi artyzm. Ludzie robią teraz fenomenalne rzeczy.

 

Aldona Rogulska: Czyli mamy plusy obok tych wszystkich minusów, które nas otaczają.

Paweł Burakowski: Tak, bo integrujemy się i poznajemy na nowo. Możemy się też na nowo zakochać.

 

Aldona Rogulska: Czym kierujesz się w życiu, niezależnie od czasu, który mamy teraz, ale od zawsze. Co jest dla Ciebie najważniejsze?

Paweł Burakowski: Największą wartością w moim życiu jest przyjaźń i wartość drugiego człowieka. Ważniejsze od pieniędzy, majątków i innych dóbr materialnych. Ostatnio miałem propozycję aplikowania na stanowisko kierownika schroniska w górach, ale zrezygnowałem, kiedy dowiedziałem się, że kandyduje również mój kolega. Chciałem, żeby jego szanse na wygraną wzrosły i tego mu życzyłem. Moje serce jest otwarte na ludzi, staram się w każdym człowieku znaleźć przyjaciela, któremu zawsze chętnie pomogę. Nie lubię materializmu, choć przez całe życie byłem handlowcem, nie z wyboru, ale tak mnie pokierowało życie, że musiałem zarabiać w ten sposób. Lubię wyznaczać sobie nowe cele. Nie lubię monotonii, staram się dochodzić do perfekcji w tym, co robię, po czym szukam czegoś nowego. Ogromne znaczenie ma dla mnie ścieżka rozwoju, nie potrafię się nudzić. Rozwój osobisty jest dla mnie kluczowy zarówno w pracy, w której zaczyna się od przysłowiowego zera, a kończy na najwyższym szczeblu, tak i w życiu osobistym. W moim przypadku od handlowca, który rozwozi towar tramwajem do sklepu przez pracę w dużych zagranicznych firmach, czyli po dyrektora zarządzającego zespołami lub prezesa spółki. Pracowałem w wielu firmach i w każdej wiele się nauczyłem.

 

Aldona Rogulska: Wspomniałeś, że rozwój jest dla Ciebie istotny również na innych płaszczyznach życia, możesz to rozwinąć?

Paweł Burakowski: Tak, podobnie jest w hobby, które mam. Jednym z nich była wspinaczka górska, dawniej dużo chodziłem i zdobywałem odznaki. Później był etap jazdy na rowerze. Jeździłem dużo, podróżowałem rowerem za granicę, był też kajak i liczne spływy kajakowe, a potem przyszły konie… Moje szczególne hobby. Ostatnie pięć lat spędziłem z końmi, to nawet więcej niż hobby, to prawdziwa pasja, która dała mi coś innego, nauczyła mnie duchowości.

 

Aldona Rogulska: Na czym polega ta duchowość koni?

Paweł Burakowski: To jest coś, czego człowiek nie do końca może się nauczyć w Kościele. Konie dały mi przede wszystkim taki wewnętrzny obraz samego siebie. Spojrzenie na swoje życie przez pryzmat tego, że mam duszę, że ludzie mają dusze i te dusze czegoś szukają, czegoś potrzebują. Konie są lustrem człowieka. Odzwierciedlają jego wnętrze. Patrząc na konia, widzisz siebie. Koń pokazuje ci twoje dobre i złe cechy, pokaże ci wszystko, łącznie z emocjami. I to jest niesamowite, bo możesz te emocje zobaczyć nie w odbiciu drugiego człowieka, który cierpi, ale właśnie te konkretne filtrowane w zwierzęciu. Jeśli jesteś zdenerwowany i podejdziesz do konia, to on od ciebie ucieknie. A jeśli podchodzisz do niego i niczego od niego nie chcesz to powstanie dialog. Ponadto konie uczą wielu zachowań – między innymi cierpliwości i spokoju. One porozumiewają się w ciszy. Potrafią odczytywać nasze myśli. To jest niesamowite.

 

Aldona Rogulska: W tym trudnym dla nas wszystkich czasie taka cierpliwość bardzo by się przydała…

Paweł Burakowski: Sytuacja, w której się teraz znaleźliśmy, gdzie do końca nie wiemy, co się dalej wydarzy w epidemii koronawirusa, od koni możemy nauczyć się jeszcze tego, czym jest przetrwanie. Konie są zwierzętami stadnymi. Dla nich początkiem przetrwania jest ucieczka. My w pewnym sensie również uciekamy. Pojawia się strach. Uciekamy, chowamy się, a później zaczynamy się zastanawiać. Koń tak samo. Kiedy się przebiegnie, to staje, bo zagrożenie minęło. Ludzie mają wpisaną w swoje emocje panikę wywołaną przez lęk o zdrowie i życie nas samych, nasze rodziny i bliskich. Koń boi się, kiedy tygrys się zbliża chcąc na niego zapolować. Dla nas ten wirus jest jak taki właśnie tygrys. Jesteśmy non stop bombardowani informacjami z mediów i z ulicy. Przejeżdżający radiowóz, który nakazuje się rozejść albo zostać w domach. Człowiek potrzebuje wolności, podobnie jak koń, teraz ta wolność została nam mocno ograniczona w słusznym celu. Dzisiaj jesteśmy jak konie zamknięte w boksach. Siedzimy i zastanawiamy się, co dalej? Co zrobić? Nie byliśmy przygotowani na taką sytuację, już dawno nie było wojny, nie było zajęć przygotowujących do tego, do takiego czasu. Każda rodzina próbuje się wspierać i trzymać na swój sposób. Wielu ludzi utraciło pracę, ja sam nie mogę wykonywać dwóch zajęć, z których się utrzymywałem przed pandemią. Kolejnej też nie mogę podjąć, bo jest koronawirus. Firmy są sparaliżowane i nie wiadomo, co dalej będzie. Ciągle się słyszy o redukcji stanowisk pracy, o licznych zwolnieniach lub wypłacaniu mniejszych pensji, żeby przetrwać. I w tej dla mnie beznadziejnej sytuacji okazuje się, że też mogę się nauczyć czegoś od koni, które w czasie trudnej sytuacji po prostu stają. Stają, by przeczekać to, co je zatrzymało. Ludzie powoli nauczą się życia w nowych realiach, ale potrzebny jest czas.

 

Aldona Rogulska: Co Cię najbardziej porusza, a co niepokoi w naszej aktualnej sytuacji społecznej?

Paweł Burakowski: Codzienność, z jaką się teraz spotykamy, jest i zła, i dobra. Mam przed oczami nowe obrazy. Idę na zakupy, w windzie jest pani sąsiadka, która mówi: „Nie, nie, proszę nie dotykać drzwi. Proszę się nie zbliżać”. Mówi to wystraszona. Tutaj mamy zderzenie dwóch światów. Pierwszym z nich jest świat uprzejmości, to, czego uczono nas od dziecka, a drugim ten obecny świat, świat zagrożenia. Media codziennie mówią o tym, że jest wirus, że jest niebezpiecznie i nagle okazuje się, że nasza uprzejmość nie ma racji bytu, bo ludzie się boją zarazić. Kolejny obraz, który widzę, to są fruwające śmieci po ulicy, rękawiczki leżące na chodniku. Jeszcze wczoraj był ktoś, kto to sprzątał, dzisiaj już nikt nie sprząta. Dlaczego? Podchodzę do skrzyżowania i słyszę dźwięk z radiowozu, żeby zostać w domu dla bezpieczeństwa swojego i innych. Nagle nie jestem wolnym człowiekiem. Nagle przychodzi czas, kiedy muszę się dostosować do wszelkich obostrzeń. W sklepie widzę wiszące pleksi, wszyscy w maskach i rękawiczkach, a pieczywo zapakowane w torebki foliowe. Dzień później już tego nie ma. Zastanawiam się dlaczego to zniknęło? Czy ja wszedłem do tego samego sklepu? Jak długo będzie trwała epidemia? Tego nie wiemy. Doszły kolejne obostrzenia. Ludzie nie mogą stać na ulicy obok siebie bliżej niż dwa metry. Mocno zaawansowana prewencja wytwarza w nas lęk i niepewność. Nie rozumiem tylko dlaczego ludzie, którzy na co dzień mieszkają razem i śpią razem, na ulicy muszą trzymać się tych odległości? Społeczeństwo nie jest przygotowane do tego. Jedynie ludzie, którzy zajmują się survivalem albo harcerze, którzy wiedzą jak przetrwać w trudnych warunkach. Oni się kiedyś bawili w przetrwanie. Uczyli się pracy zespołowej. Mam grupkę znajomych, którzy właśnie wrócili z Peru. Wylądowali w hostelu, z którego nie mogli się ruszyć, po ulicach chodziło wojsko z karabinami i oni się musieli zorganizować. Wyznaczyć kogoś od zaopatrzenia, kto chodził na bazar, wyznaczyli animatora zajęć w tej grupie, żeby nie zwariować w jednym pomieszczeniu. W tym momencie to ich dawne hobby im się przydało. Druga grupa ludzi to tacy jak ja, którzy przeżyli już w życiu wiele trudności i energię strachu potrafią zamienić na działanie.

 

Aldona Rogulska: Czy to działanie również miało wpływ na skomponowanie muzyki do wiersza?

Paweł Burakowski: Tak. Napisanie muzyki do Twojego wiersza to był sposób na pokonanie strachu i niepewności, żeby obudzić w sobie, ale i w innych ludziach, nadzieję, tak bardzo nam wszystkim teraz potrzebną… To tak jak u wojowników, którzy zbierają siły, by ruszyć do walki.

 

Aldona Rogulska: Twoje przesłanie na obecne czasy dla wszystkich.

Paweł Burakowski: Największym lekarstwem dla wszystkich w tej chwili jest miłość, ale należy zrozumieć, że tę miłość musimy najpierw zacząć od samych siebie. Trzeba najpierw pokochać siebie. Kiedy pokochamy siebie, to będziemy potrafili ofiarować tę miłość innym. Nie należy oczekiwać od kogoś miłości, ale ją po prostu ofiarować. To mogą być proste gesty, których ja doświadczyłem. Ktoś ofiarował mi miejsce do spania, gdy nie miałem, gdzie spać, ktoś inny pieniądze, żebym mógł przeżyć, żebym mógł wykupić leki, a ktoś inny pomógł mi na jakimś krótkim etapie z pracą, żebym miał pracę, czy też przyniósł mi obiad. Wiele dobra do mnie spłynęło. Mój apel do ludzi jest taki, żeby nie bali się poprosić o pomoc. Czasami mamy dumę, czasami jest nam wstyd, ale nie bójmy się poprosić o pomoc. Czy to będzie kupienie chleba, czy cokolwiek innego bardzo dla nas w tej chwili ważnego. Najważniejsze nie bać się mówić, w jakiej jest się sytuacji. I tu dochodzimy do tytułu Twojego wiersza, że w tym trudnym dla nas czasie, w tym trudnym okresie zaczynamy dostrzegać to, co było niewidzialne, to co w sobie pozamykaliśmy goniąc za życiem, za pracą i obowiązkami… Za lepszym pieniądzem, karierą zawodową, za kredytem w banku. Nie wszyscy ludzie, ale wielu po prostu pozapominało, że mają serca, a serce to właśnie miłość. Myślę, że ten czas jest nam dany, by docenić niewidzialne.

 

Źródło zdjęć: zdjęcie otwierające – zdjęcie autorki tekstu; zdjęcie tło – pexels

 

Absolwentka Instytutu Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego na Wydziale Mediów i Komunikowania Społecznego, a także Studiów Podyplomowych w dziedzinie Redakcji Językowej Tekstu. Ukończyła również Autorską Szkołę Muzyki Rozrywkowej i Jazzu na kierunku ...