Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Co wydarzyło się dawno temu na Dzikim Zachodzie?

O wspomnieniach z dzieciństwa, o tym, kto i jak podbijał Dziki Zachód i co robili tam Polacy oraz o ilustracji książkowej z Piotrem Korczyńskim, autorem książki Dawno temu na Dzikim Zachodzie rozmawia Izabela Husarzewska-Tobiasz.

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Kiedy byłeś dzieckiem, bawiłeś się w Indian?
Piotr Korczyński: Oczywiście! W podkarpackiej Sitnicy, gdzie się urodziłem, najlepsze łuki robiliśmy z ciernistego krzewu akacji – giętkiego, a jednocześnie niezwykle twardego. Za cięciwę służyła wędkarska żyłka. Ostrza do strzał wycinaliśmy z blachy puszek po konserwach, a ich lotki zrobione były najczęściej z piór domowych ptaków – kur, indyków i gęsi. Pióra jastrzębi czy bażantów traktowane jako cenniejsze, wplataliśmy we włosy, a czasami sporządzaliśmy z nich nawet pióropusze. Na tomahawki przerabialiśmy lekkie siekierki, obcinając im o połowę trzonki. Nóż Bowie imitowały harcerskie finki. Uzbrojenie podkarpackich „Indian” dopełniały korkowce – rewolwery kupowane na odpustach. W parafii, do której należy Sitnica, odpusty odbywają się w lipcu, więc był to najlepszy termin, by swój „szczep” dozbroić w „broń palną” – wszak trwały wakacje i szkoła nie przeszkadzała w działaniach na wojennej ścieżce… Można bez przesady stwierdzić, że ten przepis „jak zostać Indianinem” znają prawie wszyscy, urodzeni w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku w państwie, które nazywało się Polską Rzeczpospolitą Ludową. Dzisiaj większość czterdziestolatków czy pięćdziesięciolatków wspomina to jako zabawę, ale to było coś więcej niż zabawa. To było zauroczenie i styl życia, który porównać można z subkulturami. To był sens życia według Winnetou i jego brata krwi Old Shatterhanda. Słowem królem naszej wyobraźni był Karol May i niemieccy reżyserzy, którzy na podstawie jego powieści nakręcili słynny cykl filmowy o młodym wodzu Apaczów i jego białym przyjacielu. I to te filmy, bardziej niż klasyczne amerykańskie westerny kreowały nam świat Dzikiego Zachodu, choć nie można też zapominać o serialach: Bonanza, Północ – Południe, Domek na prerii, a przede wszystkim Jak zdobywano Dziki Zachód. Zwłaszcza ten ostatni „wymiatał” z podwórka dzieciaki na równi z Czterema pancernymi i psem czy Stawką większą niż życie.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: To stąd czerpałeś inspiracje do Dawno temu na Dzikim Zachodzie?
Piotr Korczyński: Wspomnienia z dzieciństwa oczywiście pozostały i zadziałały jak palimpsest w czasie moich studiów historycznych. Dzieje amerykańskiego pogranicza były mi wciąż bliskie, nadrobiłem też swoje zaległości, jeśli chodzi o western, począwszy od Dyliżansu Johna Forda, a na Tańczącym z wilkami Kevina Costnera skończywszy. Jednak najbardziej podoba mi się europejska, a dokładnie włoska odmiana westernu znana powszechnie jako spaghetti western. Filmy trzech Sergiów – Leone, Corbucciego i Solimy – początkowo niedoceniane, oskarżane o epatowanie przemocy, dzisiaj są klasykami na równi z dziełami Johna Forda, Howarda Hawksa czy Freda Zinnemanna. Tytuł mojej książki nieprzypadkowo nawiązuje do arcydzieła Sergia Leone Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Jeśli chodzi o amerykańskie westerny, to zdecydowanie preferuję filmy „Krwawego Sama”, czyli Sama Peckinpaha, który znowuż nie ukrywał swych inspiracji spaghetti westernami.
Ta książka powstała też z marzenia, by polscy filmowcy wrócili do kręcenia westernów. Mamy przecież udane filmy z tego gatunku, jak Prawo i pięść Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego, czy Różę Wojtka Smarzowskiego. Chciałbym kiedyś zobaczyć polski western z czasów powstania styczniowego, które przecież zbieżne było czasowo z wojną secesyjną i wojnami indiańskimi. Jeśli dobrze się poszuka, można nawet znaleźć takich bohaterów, którzy z frontu wojny domowej w Ameryce przybyli na ziemie polskie, by walczyć w powstaniu. Ostatni rozdział mojej książki jest właściwie szkicem scenariuszowym takiego westernu.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Już kilka razy ogłaszano koniec westernu jako gatunku filmowego, ale wydaje się, że ma się on dobrze. Według Ciebie, jaka jest przyszłość westernu?
Piotr Korczyński: Jestem tutaj optymistą, a miniony 2018 rok mój optymizm umocnił premierami Braci Sisters Jacquesa Audiarda, Ballady o Busterze Scruggsie braci Coen i Damulki Nathana i Davida Zellnerów. Trzy wybitne westerny w jednym roku, które polemizują z mitem Dzikiego Zachodu nie tylko przez pryzmat historii, ale również aktualnych wydarzeń polityczno-społecznych w Stanach Zjednoczonych, a nawet feminizmu. I tutaj warto podkreślić, że ostatnie lata pokazały, jak pojemnym gatunkiem jest western – można zmieścić w nim kino wojenne, dramat społeczny, komedię, a nawet SF! Ci krytycy czy historycy kina, którzy na początku lat osiemdziesiątych obwieścili „śmierć westernu”, nie wzięli pod uwagę, że jest on częścią potężnego mitu walki dobra ze złem, który swe korzenie ma w Iliadzie i Odysei Homera oraz w Biblii. Western, niezależnie od tego czy dzieje się na amerykańskim pograniczu, brazylijskiej pampie czy w zrujnowanym po ostatniej wojnie miasteczku na ziemiach odzyskanych, ma czytelny dla wszystkich kultur „kod kulturowy”. Przecież westerny kręcą też Japończycy i Koreańczycy, a Akiro Kurosawa był ich wielkim wielbicielem. Zresztą tutaj zostało zatoczone koło, gdyż filmy Kurosawy stały się podstawą tak wybitnych westernów jak Siedmiu wspaniałych czy Za garść dynamitu.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Historia Dzikiego Zachodu jest pisana krwią i przemocą. Zdarzało się, że trudno było stwierdzić, kto był tym „dzikim”, a kto „cywilizowany”. Czy można było inaczej?
Piotr Korczyński: Waldemar Łysiak w jednej ze swych książek, chyba w MW postawił tezę, że na dobrą sprawę między podbijającymi nowo odkryte „Indie Zachodnie” Hiszpanami a broniącymi się Indianami nie było aż tak wielkich różnic. Zarówno jedni, jak i drudzy poddani byli władcom, którzy wykorzystywali religię do rządów twardą ręką. W Hiszpanii płonęły stosy Inkwizycji, a w azteckich świątyniach składano krwawe ofiary z ludzi. Oczywiście w tej konfrontacji przeważyła broń palna i konie po stronie białych oraz choroby zakaźne przywleczone zza oceanu, które dziesiątkowały nieodpornych na nie Indian w znacznie większym stopniu niż wszyscy konkwistadorzy razem wzięci.
Jeśli chodzi o Amerykę Północną, to w westernach przede wszystkim pokazuje się wojny z Indianami Wielkich Prerii czy pogranicza z Meksykiem, co zrozumiałe, bo przynależą one bezpośrednio do historii Dzikiego Zachodu. Ale ciekawe są również konflikty z tzw. leśnymi Indianami, którzy właściwie prowadzili życie zupełnie podobne do białych – przejęli od nich nie tylko republikański model rządów, budowę osiedli czy sposoby uprawy ziemi, ale nawet wydawanie gazet czy wykorzystywanie czarnoskórych niewolników do pracy na plantacjach! I także te plemiona musiały wreszcie ulec białym osadnikom i US Army, choć zupełnie się „ucywilizowały”. Paradoksem jest, że Stany Zjednoczone, niewątpliwie największe państwo demokratyczne na świecie, zbudowane zostało między innymi na eksterminacji rdzennych mieszkańców, czy niewolniczej pracy Afroamerykanów. Bardzo długo niechętnie wspominano o tych wstydliwych faktach, a Indianie w westernach byli dyżurnymi czarnymi charakterami. To zmieniło się pod koniec lat sześćdziesiątych, ale nie wszędzie. Na przykład czymś kuriozalnym jest, że dopiero w 2000 roku, po 110 latach, Muzeum 7 Pułku Kawalerii Stanów Zjednoczonych zwróciło Lakotom skalp wodza Wielka Stopa, który był przez te wszystkie lata eksponowany w tymże muzeum, jako główne „trofeum bitwy nad Wounded Knee”… Szczątki wodza, zgodnie z tradycją Lakotów, powróciły do miejsca jego urodzin. A wciąż naczelne dowództwo US Army broni się przed odebraniem 20 Medali Honoru (Indianie nazywają je „medalami hańby”), które otrzymali żołnierze 7 Pułku Kawalerii biorący czynny udział w masakrze nad Wounded Knee, tłumacząc to między innymi „trudnymi warunkami pola walki” i że „współczesne normy etyczne nie mogą być stosowane do wydarzeń sprzed 100 lat”! Oczywiście Indianie również popełniali zbrodnie na białych, ale to oni zostali sprowadzeni do roli „zwierzyny łownej”, którą należy wytępić razem z bizonami.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: W swojej książce opisujesz historie różnych osób, w tym kilku Polaków. Która z nich była najbardziej nieprawdopodobna, ale prawdziwa?
Piotr Korczyński: Mam w tej książce dwoje ulubionych bohaterów. To Olive Oatman, pierwsza biała kobieta z tatuażem, który zrobiono jej w niewoli u Apaczów. Hart ducha u tej dziewczyny jest godny najwyższego podziwu. Jako niewolnica przeszła gehennę, a mimo to potrafiła wrócić do normalnego życia. Nie przestaję też myśleć o Martinie M’Rose, czyli Marcinie Mrozie – polskim rewolwerowcu i koniokradzie znad Rio Grande, którego zgubiło romantyczne serce. Jakiż western można by o nim nakręcić, zwłaszcza że był rywalem jednego z ówczesnych asów rewolwerowych pojedynków – Johna Wesleya Hardina.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: W ciągu ostatnich kilku lat powstało wiele filmów i seriali o Dzikim Zachodzie, problemach Indian, kształtowaniu się państw w obu Amerykach, o życiu codziennym osadników. O problemach siedemnastowiecznych angielskich osadników opowiada serial Jamestown, a obrazem współczesnych stosunków między Indianami a kowbojami jest emitowany właśnie w telewizji Yellowstone. Niesamowitym filmem jest też Hochelaga – niezwykła (pod wieloma względami) opowieść o mieszkańcach i dziejach Quebecu na przestrzeni kilku wieków. Czy twoim zdaniem, na ten temat powiedziano już wszystko? Czy są jeszcze jakieś białe karty w tej historii, a może zdarzenia okryte tajemnicą i indiańską klątwą?
Piotr Korczyński: Właściwie do dzisiaj wielkimi nieobecnymi westernów są Chińczycy, których Amerykanie wykorzystywali do budowy swych linii kolejowych łączących krańce amerykańskiego kontynentu. To kolejna po Indianach i Afroamerykanach nacja, która na Dzikim Zachodzie traktowana była w niezwykle okrutnie. Mam nadzieję że wcześniej czy później powstanie taki „chiński western”. Marzy mi się także film o Polakach w wojnie secesyjnej, chociażby o generale Włodzimierzu Krzyżanowskim – bohaterze spod Bull Run i Gettysburga.
Jeśli chodzi o Indian, to warto byłoby nakręcić film o bitwie nad Little Bighorn, czyli zagładzie 7 regimentu generała Custera, ale z indiańskiego punktu widzenia, a szczególnie wybitnego wodza Dakotów – Szalonego Konia. Wprawdzie poniekąd pokazał to Arthur Penn w Małym Wielkim Człowieku, ale to nadal był punkt widzenia białego mężczyzny wychowanego przez Indian. Przy okazji relacji Indian z kawalerią US Army nie powstał jak dotychczas western, w którym głównymi bohaterami byliby indiańscy zwiadowcy „niebieskich kurtek”. To dopiero jest interesujący temat o zderzeniu dwóch różnych kultur! Zresztą poruszam go także w jednym z rozdziałów.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Jest już dostępna Twoja kolejna książka. Gdzie tym razem zabierasz czytelników?
Piotr Korczyński: Dla ojczyzny ratowania – szubienica, pal i kula traktuje o dyscyplinie w dawnym Wojsku Polskim – od średniowiecza po II wojnę światową. Jest o czym opowiadać, zważywszy, że żołnierz polski przez wieki był marnie opłacany i wciąż z tego powodu wszczynał bunty i rokosze. Powstała w istocie książka, którą można śmiało nazwać łotrzykowską historią Polski. Na jej kartach husarze, szwoleżerowie czy żuawi śmierci nie zawsze odpowiadają utartemu, kanonicznemu schematowi niezwyciężonych żołnierzy – moim zdaniem dzięki temu jeszcze bardziej warci są poznania.

 

 

Izabela Husarzewska-Tobiasz: Zajmujesz się nie tylko pisaniem. W Dawno temu na Dzikim Zachodzie znajdziemy też Twoje ilustracje. Którą technikę lubisz najbardziej?
Piotr Korczyński: Zdecydowanie techniki graficzne – duotypię, linoryt, akwafortę i rysunek tuszem. Pasjonuje mnie ilustracja książkowa i rzeczywiście prócz pisania tym także się zajmuję. Należę do tych autorów i czytelników, którzy nie lubią książek bez ilustracji i uważają takowe za „wybrakowane” – zwłaszcza książki historyczne.

Źródło zdjęć: prace Piotra Korczyńskiego: (kolejność w publikacji) Billy; Czerwone skały; Porozmawiajmy; Zmierzch Dzikiego Zachodu; Western 1; Geronimo; To nie jest kraj dla starych ludzi; Bondas1

 

Piotr Korczyński – historyk i dziennikarz. Absolwent historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Były redaktor Oddziału Krakowskiego Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Jego publikacje ukazują się w: Ale Historia, Focus Historia, Newsweek Historia, Do Rzeczy Historia, Mówią Wieki, Historia Bez Cenzury. Redaktor naukowy i autor tekstów publikowanych w kwartalniku Polska Zbrojna Historia i miesięczniku Polska Zbrojna wydawanych przez Wojskowy Instytut Wydawniczy w Warszawie.

Piotr Korczyński, Dawno temu na Dzikim Zachodzie, Wyd. 1, Warszawa 2018, PWN

 

 

 

Freelancerka realizująca projekty kulturalne i związane z przemysłami kultury, prowadząca działania PR dla marek selektywnych oraz organizująca eventy. Absolwentka Filologii Polskiej na UW (specjalizacja animacja kultury) oraz Podyplomowego Studium Menedżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej ...