Your browser is not supported for the Live Clock Timer, please visit the Support Center for support.
Do góry

Bo za sto lat…

Nowy Teatr w Warszawie zaprasza w podróż do przyszłości. W 2018 roku, gdy celebrujemy stulecie odzyskania podmiotowości państwa polskiego i odmieniamy przez wszystkie przypadki słowo „Niepodległa”, Tomasz Plata (kurator cyklu) wraz z czwórką reżyserów tzw. nowej fali teatru (Anna Karasińska, Ania Nowak, Wojtek Ziemilski i Romuald Krężel) próbują przenieść nas do teatru w roku 2118. W projektach wyobrazić wolno wszystko, poza jednym – zakazane jest używanie słowa „utopia”.

 

 

Pytanie: Jak wyobrażasz sobie teatr w 2118 roku? jest oczywiście pytaniem: Jaki będzie świat za sto lat?

Anna Karasińska przedstawiła kilka obrazów, w stylistyce krótkich klipów, impresji, anegdotek. W pierwszej scenie Magdalena Cielecka uosabia ludzkie istnienie, zawieszone pomiędzy światami. Dokładnie i dosadnie zawieszone – gdyż istnienie to przemawia do nas z grobu: jest już na wpół rozłożone, czuje, jak rozmywają się jego granice i jednocześnie nie czuje własnych granic – bo są rozmyte. Jest uwięzioną pod ziemią świadomością, która z jednej strony doskonale pamięta, że od strony, gdzie była kiedyś głowa, stoi jej dawna podstawówka, a po przeciwległej stronie jest las. I jednocześnie ta świetnie zorientowana geograficznie świadomość nie ma orientacji w czasoprzestrzeni: kim/czym jest właściwie, dokąd zmierza, czym jest czas. Świadomość pozbawiona swego „ja”, będąca wyłącznie czuciem, na koniec zaskakuje widzów słowami: „I jest mi dobrze.”

Bezwład owej świadomości, otaczającą próżnię i jednoczesne przytłoczenie i unieruchomienie fizycznej powłoki ludzkiego istnienia Magdalena Cielecka osiągnęła wyłącznie aktorskimi środkami. Leżąc na pustej podłodze, praktycznie nieruchoma, zabiera widzów w pierwszą podróż.

Zobaczymy też randkę z robotem i spotkanie ostatniego żyjącego człowieka z gigantycznym żukiem, gadającą ośmiornicę i wolontariuszkę, która uwalnia potężne morskie ssaki z plastiku zalegającego w ich wnętrznościach.

W jednej z podróży znajdziemy się na bezkresnym wysypisku. Aktorzy mistrzowsko wcielają się w rolę śmieci, targanych wiatrem, miarowo stukających, falujących, przesypujących się. Każde z tych zadań to aktorski majstersztyk. Monika Frajczyk, Magdalena Popławska, Dobromir Dymecki, Bartosz Gelner i Magdalena Cielecka zostali przez reżyserkę pozostawieni sami wobec publiczności. Bez ozdobników, gadającej scenografii i projekcji. Przyszłość realizuje się na tle bezkształtnej, pokrytej folią aluminiową, bryły (Anna Met). Nastrój buduje światło (Szymon Kluz). Aktorzy bronić się muszą zawodowym kunsztem i bronią się wspaniale.

 

 

Groteskowa tonacja spektaklu zmusza widza do refleksji. Publiczność wybucha śmiechem raz po raz, ale pomiędzy wybuchami śmiechu mierzy się z niepewnością. Bo spomiędzy obrazów wyzierają znaki zapytania i obawa. Nasze projekcje świata za sto lat są zlepkiem fantasmagorii, teorii naukowych, blogów populistycznych i wytworów pop kultury. Nie jest już takie pewne, czy wyobraźnia wyprzedza rzeczywistość.

I tylko rozmyta w czasie i przestrzeni resztka istnienia na pograniczu świata materialnego i niematerialnego dąży do nirwany.

Nowy Teatr, Warszawa. 2118. Karasińska.

 

Autor zdjęć: Magda Hueckel

Z wykształcenia teatrolog. Od 22 lat związana z Akademią Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie: na początku jako studentka Wiedzy o Teatrze – dziś jako kanclerz tej uczelni. Poza oczywistym obszarem sztuki i kultury interesuje się także kartografią.